Migawki z majówki: moc drzemie w tandemie

 

Nogi drżą po popołudniowym tachaniu sztangi, ale ręce doszły już do siebie i dzięki temu mogę na blogu zostawić wspomnienie z majówki w mieście. Jako że blog ma nachylenie sportowe (przynajmniej takie mam wrażenie), to chyba najbardziej odpowiednią będzie wzmianka o II Mistrzostwach Świata w przechodzeniu przez rzekę. Tak, taka to dyscyplina. Pływanie? Niee, nie ma  co się moczyć. Wybierzmy się na 30-metrowy spacer po linie o 2,5cm szerokości zawieszonej na wysokości 10 metrów.

Nie powinnam też zapomnieć o Bydgoszcz na Start – dziesięciokilometrowym biegu, w którym uczestniczyłam jako kibic i oczywiście znów stresowałam się bardziej niż wtedy, kiedy biorę udział aktywnie. Za dużo czasu człowiek ma na rozmyślania, kiedy czeka na swojego zawodnika. No i znowu nie doszłam do tego, jak można biec kilometr w trzy i pół minuty. I już nigdy nie dojdę, nie mówiąc o dobieganiu.

bydgoszcz-na-start

Były też ciekawostki motoryzacyjne.

DSC08734

Zanim nota w ogóle się rozleci tematycznie, zapowiadam oto, że wszystko powyższe jest tylko tłem dla tego, czym chciałam się dzisiaj podzielić.

Pracowałam sobie internetowo z natrętną myślą w głowie: czas spróbować czegoś nowego! Moja bania już nie raz pokazała mi, że ma moc ogromną, więc nawet nie zdziwiłam się bardzo, kiedy po kilku minutach od uchwycenia tej myśli dostałam wiadomość od Kuby, że jedzie w tym samym kierunku, w którym ja będę zmierzać, i mogę się zabrać.

Na tandemie.

tandem2

Wiem, że nie oczekujecie technicznego sprawozdania (można pytać, odeślę do Kubowego), więc mogę w najlepsze pisać sobie o innego typu wrażeniach. Zatem zaczynam.

Przez 7 kilometrów siedziałam sobie za Kubą na tandemie – przyzwyczajenie z ostrego pozwoliło na bezsłowne porozumienie i kręciliśmy cały czas. Dosyć prędko chwyciłam równowagę, ale wiadomo – o nią dba najbardziej osoba jadąca z przodu. Rozmowa była bezproblemowa, o wiele łatwiejsza niż wtedy, kiedy jedzie się z kimś, ale na osobnych rowerach, bo wówczas każde zdanie jednego kończy „coooo?!” drugiego. Miałam przez jakiś czas fazę wychylania się i patrzenia przez ramię prowadzącego, a widząc dziurę chciałam operować kierownicą, ale szybko zrozumiałam, że moją rolą jest… rozglądanie się na boki i podziwianie reakcji ludzi.

Bo najlepsze było to, co działo się wśród przechodniów na nasz widok. Myślę, że Kuba jest do tego przyzwyczajony, ale ja buchałam śmiechem w odpowiedzi na każdą ludzką reakcję (Mój Towarzyszu, wszystko gra ze słuchem?). No bo widzą kogoś, kto sobie myka rowerem (rowerzystów w Bydgoszczy ostatnio naprawdę nie brakuje), a tu nie jeden człowiek – jeszcze ja się wynurzam…! „Ochujeli” – to jest dobre słowo. „Łooo!”, „O jezu, zobacz”, „Hahaha, o matko”. To było tak samo śmiechowe jak dzisiejsze: „Jest, kurwa! Jest! Kurwa!” biegacza, który wbiegł na metę z czasem 49 minut i 47 sekund. Ja nie wiem, jak ktoś może powiedzieć, że nie lubi ludzi.

Tandem jest endorfinogenny jak każdy inny bajk. Podjęłam wyzwanie pojechania z przodu, ale w ogóle nie potrafiłam sobie zaufać i było mi bardzo trudno złapać równowagę. Trzymam kciuki za swój następny tandemowy raz, bo to przecież w głowie jest.

No, może trochę w klacie i w ramionach.

 

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *