Motywacja w klubie fitness. Czy musi być to wygląd?

 

Mam taką utopijną wizję: instruktorzy i kluby fitness wpajają uczestnikom zdrowe podejście do swojego ciała. Tymczasem co najczęściej widać na siłowniach? Plakaty pań z sześciopakiem. Co najczęściej słychać? Projekt Lato, projekt Plaża, projekt Spalamy pączki z tłustego czwartku, Nowa Ty na Nowy Rok i inne komunikaty kodujące aspekt wizualny ciała, zamiast funkcjonalnego.

O czym myślisz, robiąc piętnaste powtórzenie na pośladki? Czy o tym, do czego jest zdolne Twoje ciało, czy bardziej o nowym kostiumie kąpielowym? O tym, kiedy Twoja pupa będzie mogła rywalizować z tą instruktorki?

Regularne ćwiczenia mogą przynosić szereg korzyści. Na przykład wzmocnić mięśnie, a w tym jeden zajebiście ważny: mięsień wewnętrznej siły! Czy uczestnik zajęć podniesie sobie samoocenę i poczuje się silny, kiedy w głowie łomocze mu tylko presja wyglądu?

Twoje ciało wymiata

Nie mam problemu z czyimiś motywacjami, byleby były nieszkodliwe i mocne na tyle, by pomóc komuś w dotarciu do celu. Sęk w tym, że zabieganie (czasem dosłownie) o ciało w lepszej formie tylko wizualnej jest na dłuższą metę wyjątkowo nieskuteczne, bo często oparte na kompleksach i oczekiwaniach innych. Zostało to nawet potwierdzone przez badaczy (kolejny raz odsyłam do obowiązkowej dla kobiet pozycji Obsesja piękna).

Przyznaj: zmieścisz się w TE spodnie, a to i tak będzie za mało.

Ewa Chodakowska od lat powtarza, że wyrzeźbione ciało to tylko efekt uboczny jej programów… Miło, że chce taką filozofię przepchnąć do mainstreamu, ale wątpię, by obserwatorki (wyznawczynie), otoczone zewsząd ideałami piękna – w tym swoją guru – stawiały na pierwszym miejscu swoje samopoczucie.

Jest mi smutno, kiedy myślę o osobach, dla których ćwiczenia i ruch są tylko przepustką do „ładniejszych” ciał. Jakby one nigdy same w sobie nie były cudowne i wystarczające. Ciała mnóstwo potrafią i mogą jeszcze więcej dzięki treningom. Silne ręce i korpus pozwolą wziąć na ręce dziecko, a w razie potrzeby wnieść zakupy na czwarte piętro. Dobra kondycja zawalczy z Tobą o dobiegnięcie do autobusu, czym unikniesz frustracji. Mocne nogi i plecy pozwolą Ci się bezpiecznie schylać przez szereg lat, dzięki czemu nie doświadczysz bólów znajomych Twoim mniej gibkim rówieśnikom.

Jako prowadzący masz moc

 

Instruktorzy mogą pielęgnować w ludziach obsesję idealnego ciała, albo dać im szansę spojrzeć na swoje ciała inaczej. Klub fitness to jedno z lepszych miejsc na przeprogramowanie myślenia.

Uwielbiam indoor cycling za to, że uczestnicy zajęć potrafią widzieć swoje ciało jako wspaniale działającą maszynę, która robi postępy, kiedy oni są zaangażowani. Treningi nie są postrzegane jako coś „na rzeźbę” (choć co jakiś czas wpadają tu specjaliści twierdzący, że ktoś zrobił sześciopak jumpem na raz …). Często podawane są jako przykład świetnego cardio i metodę na zgubienie kilku kilogramów, ale to nie uczestnicy chcący schudnąć zostają na tej sali najdłużej.

Nigdy nie chciałam być instruktorem, który inspirowałby swoim wyglądem. Nie chciałam i… nie mogłam. Mam dość masywną sylwetkę, więc musiałabym się sporo natrudzić, by wpisać się w fitnessowy kanon – a i tak nie ma pewności, czy coś by to zmieniło. Zamknęłabym się w ramach, które poniosłyby mnie zapewne w przedawkowanie spalacza. Może wymagałabym od siebie innej sylwetki, gdybym prowadziła warsztaty rzeźbiarskie „płaski brzuch & zgrabne poślady”, ale zostając instruktorem indoor cycling zakładałam, że potrzebna mi żelazna wytrzymałość.

Czytaj również: Jak powinni wyglądać instruktorzy?

 

Na zajęcia poranne przychodziłam – i wciąż przychodzę – bez makijażu. To samo sugerowałam uczestniczkom zajęć; panom to zmartwienie odpada z kulturowego automatu. Włosy idą ze mną wywiane w taką stronę, w jaką chcą. Mam być czysta, świeża, ale nie „zrobiona”. Żadna z kobiet (bo to głównie ich te kwestie dotyczą), widząc mnie nie ma czuć się gorzej, choć na to nie do końca mam wpływ. Podejmując decyzję o tym, że nigdy nie będę chciała motywować uczestników zajęć swoim fitnessowym wyglądem, musiałam wygrać innymi zaletami. I inne motywacje im prezentować.

Było mi więc łatwo wyrwać się ze schematu motywowania ludzi lepszym wyglądem. Domyślam się, że kolegom po fachu zaangażowanym w typowe zajęcia fitness (i wyrzeźbionym!) jest trochę trudniej, ludzie w końcu przychodzą na zajęcia po to, by wyglądać jak oni. Ale drobne komunikaty, szczególnie w stronę pań, nie wymagają wysiłku większego niż dziesiąty przysiad. Wystarczy podkreślać, że regularna aktywność fizyczna może służyć innym celom niż doganianie wyśrubowanych standardów. Nawet, jeśli prowadzący osobiście je dogonił. Można te standardy ze smakiem obśmiać, dzięki czemu każdy będzie czuł się na siłowni mile widziany.

Bo jak to jest, że osoby z otyłością wstydzą się przyjść do miejsca, które szczególnie dla nich powinno być najlepszym gospodarzem?

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Komentarz “Motywacja w klubie fitness. Czy musi być to wygląd?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *