Na Fali w Radiu Uniwersytet #5. Piosenki rowerowe

 

Hej, ho!
Jak się masz przy poniedziałku? Mam nadzieję, że jesteś wyspany i nie zapomniałeś yerby do pracy.

W czwartek w Radiu Uniwersytet śmieszkowaliśmy sobie na audycji, mając w tle piosenki na różne sposoby związane z rowerami. Chwilowe przerzucenie się na prowadzenie audycji „muzycznej” nawet mi się spodobało, ale jednak wolę mówić o czymś, o czym mam pojęcie… W każdym razie nagrania z czwartku tym razem nie będzie – kwestia praw autorskich – ale moje ulubione utwory użyte podczas godzinnego programu oczywiście dla Was mam. Taka rowerowa playlista sprawdzi się zarówno podczas jesiennego domowania jak i podczas krótszych i dłuższych wypraw w teren. Tak, BPM/RPM też w większości przypadków są całkiem przyjemne.

Lecimy!

Tak, tak, spodziewaliście się tego na sam początek. Lech Janerka i jego wielokrotnie nagradzany „Rower”. Internauci nagradzali natomiast lajkami i udostępnieniami cover tego utworu wykonany przez CeZika. Artysta pokazał, że części rowerowe mogą posłużyć do tworzenia muzyki. Szacun!

Kolejny klasyk – „Bicycle Race” zespołu Queen. Posłuchajcie tego artystycznego bałaganu i wyobraźcie sobie, jak przy tej piosence wymiatali na parkiecie Wasi rodzice. Smaczku i nastroju nadaje klip, który musiał zostać poddany sporej cenzurze, gdyż panie w najlepsze jeździły sobie na rowerach po torze. Jaki w tym problem? Teraz pewnie już nie zrobiłoby na nikim wrażenia, że kobiety są kuso odziane.

 

Czas na utwór o jedenaście lat młodszy od „Bicycle Race”. Kto ubóstwia Pink Floydów, z chęcią wciśnie play. „Bike” nie jest wymieniany przez recenzentów jako jeden z najbardziej godnych uwagi utwór z debiutanckiej płyty zespołu, ale to nie przeszkadza mi umieścić go na tej liście. Wydaje się wspaniale pasować do jeżdżenia szosą po kocich łbach, z niedokładnie przykręconymi częściami. Dla sympatyków dźwięków psychodelicznych – pozycja obowiązkowa.

 

Przed Wami motyw, który wkręca mi się niesamowicie przy każdym przesłuchaniu. To chyba jeden z tych utworów, którego trudno pozbyć się z głowy. Wbrew pozorom nie jest to piosenka o jeżdżeniu rowerem bez trzymanki, a ma głębsze przesłanie – nie będę Wam psuć zabawy, zachęcam do zapoznania się z tekstem. Przy okazji pozdrowienia dla wszystkich, którzy umieją jeździć bez trzymanki; nigdy nie posiadłam tej umiejętności i bardzo Wam zazdroszczę (odbijanie sobie tego na tomahawku to słaby substytut). Uważajcie, bo za to można dostać mandat – kto słuchał audycji, poznał smutną historię M.

 

Najlepszy smaczek oczywiście na koniec. Znaleziony przypadkiem, przy szukaniu chwytów na gitarę. Uwadze polecam również stylówę członków zespołu, przypominającą mi nic innego jak Błękitną Ostrygę, if you know what I mean. Wyjścia są dwa:  kiedy to usłyszycie, to albo pomyślicie, że jestem dziwna, albo zrozumiemy się bez słów. Moja jarocińska dusza raduje się!

Dobrego poniedziałku!

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *