Na miesiąc przed tri. Tak, zrobię to na ostro

Ten tekst mógłby się zacząć zdaniem: „Przygotowania do Bydgoszcz Triathlon wkroczyły w decydującą fazę”.

Mogłyby. Gdybym czuła, że tak jest.

Czuję, że jest dobrze, ale żeby jakaś faza była decydująca – bynajmniej. Od marca zmieniło się to, że mniej spekuluję, a więcej planuję. Ogarniam, jak się zachować w strefie zmian, niedługo upewnię się, że poradzę sobie na trasie kolarskiej w razie usterki roweru, a na koniec oszacuję, jak to wszystko zrobić w limicie czasowym. Nie powinno mi sprawić trudności, zważając na to, że mam 330 minut… Oczywiście zakładam, że wszystko popłynie, pojedzie i pobiegnie po mojej myśli (a raczej po myśli mojego Organizmu). Myślę śmiało, ale jednocześnie w sobie dawkę pokory dużą jak nigdy prędzej. W końcu przeszłam już jej lekcję na maratonie.

Wiem już też, jak to jest biegać po rowerze. Ach, no i przestałam fiksować na punkcie przepłynięcia 950 metrów kraulem. Wierzę, że moja ułomna żabka sprawdzi się bardziej choćby dla zachowania energii na później, bo co stracę niepotrzebnie mocy na próbach kraulowych to pewnie by wyszło potem podczas biegu. To tyle, jeśli chodzi o decydującą fazę przygotowań. Tak że nie płaczcie z nerwów, jeśli nie czujecie się w formie, a debiutujecie za miesiąc.

Bydgoszcz Triathlon

Jak już pisałam, nie inwestowałam w pokonanie ponad 56 km dużych funduszy, a już ostatnią rzeczą, w którą włożyłabym kasę, byłby nowy rower. Otóż w opinii niektórych powinnam była to zrobić, bo na ostrym najpewniej popsuję sobie zdrowie i się zajadę.

Ja w ogóle nie widzę innej opcji niż zrobienie tri na ostrym. Pomijam już, że to mój patronus i jak wyjdę załamana i podduszona z wody, to widok niebieskich owijek będzie cenniejszy niż kilogram bananów.  Chodzi o sam styl jazdy, wynikający z tego napędu. Trzeba ciągle pedałować. Nie ma dla mnie lepszej motywacji niż coś takiego; jadąc na BRA do pracy opierdzielam się w najlepsze, a na ostrym pedałować po prostu trzeba. Łapie się stały, dobry rytm. Poza tym na zajęciach IC też na okrągło kręcę. To dla mnie bardzo naturalne, więc dlaczego miałabym coś zmieniać? W dodatku kiedy włoży się dużą siłę w nacisk na pedał i podciągnięcie drugą nogą, jest szansa rozpędzenia się do naprawdę fajnej prędkości. Zatem stałe przełożenie jest dla mnie plusem, a nie wadą ostrzaka.

Oczywiście nie kozaczyłabym tak, jeśli do pokonania byłaby kolarska trasa w Radkowie – najtrudniejsza w Polsce. Jestem chyba ostatnią osobą, która optuje za pokonywaniem na ostrym bardzo stromych podjazdów. Wtedy rozumiem, może być szkoda kolan pod górę, a z góry: szkoda życia. Przypominam jednak, że w Bydgoszczy będziemy pokonywać trasę prostą, asfaltową, na której od czasu do czasu pojawi się jakiś zakręt. To wszystko. „Bo na zjazdach można odpocząć”, kiedy jedzie się na „normalnym rowerze” – taki słyszałam argument. Może i tak, ale jak już wspomniałam, wielu wzniesień się nie spodziewam. Ewentualnie puszczę pedały, jak już tak bardzo będę potrzebowała odpoczynku, choć… Już sama myśl jest komiczna, a co dopiero wykonanie. To naprawdę nie jest problem godny wielkiej rozkminy.

Jeśli coś mi się stanie – okej, odszczekam wszystko z wdziękiem co najmniej takim jak ostatnio Grabaż słowa na temat Lecha. Tymczasem jednak dziękuję za troskę i podkręcam kadencję. Oczywiście nie przestając kręcić.

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *