Niebezpieczeństwo karnetu OPEN

Karnet OPEN. Dostęp do absolutnie wszystkich zajęć, zniżka na suple różnej maści oraz na masaż przerośniętych od Indoor Cyclingu nóg.  Różnie zwany w różnych świątyniach fitnessu. Jeśli kiedyś będę miała możliwość, karnet takich możliwości nazwę „zajezdnia na życzenie”.

Drogi Czytelniku, poczuj się wtajemniczony: kiedy piszę zajezdnia, nie mam na myśli miejsca, gdzie śpią tramwaje. Słowo pochodzi od bezokolicznika „zajechać się”, czyli, powiedzmy, przetrenować. Co ma karnet OPEN wspólnego z zajezdnią?

To, że bardzo łatwo zacząć z niego korzystać jak z coli w KFC i szpinaku w North Fish. Czyli wziąć za dużo na raz. Człowiek to taka istota, która ma zakodowane, że im więcej – tym lepiej. Kto niejeden OPEN już przeżył, ten wie, że w zasadzie czasem lepiej tej coli sobie nie dolewać. Mądruję się teraz… Mogę to robić, bo sama dostosowywałam plan studiów pod grafik klubu, a nie odwrotnie (a jeśli chodzi o szpinak, to wciąż nakładam go za dużo). Teraz obserwuję wszystko od drugiej strony, cudownie uleczona z korzystania – wybaczcie zwrot – „ile wlezie”. Są rekordzistki, które przychodzą na ćwiczenia przed i po pracy. Część z nich przychodzi sobie poplotkować z koleżankami, posiedzieć, podumać. Jest jednak część, która naprawdę ostro zapieprza na zajęciach. Szacun, pozostaje jednak pytanie: po co? Pozostaje pytanie: lubisz siebie?

Trochę Cię teraz zaczepiam, ale fakt jest taki, że jeśli ruszasz się rekreacyjnie, to nie robi Ci różnicy, czy spędzisz na zajęciach godzinę czy trzy. To tak jak w przypadku długich sesji cardio. Co więcej, jestem pewna, że w godzinę zrobisz świetną robotę i nie musisz ćwiczyć przez dwie następne. To super, że czujesz się świetnie w klubie, w którym masz karnet OPEN. Zostań nawet na te trzy godziny, ale ćwicz jedną, a resztę przegadaj z koleżankami, jeśli dzieci Ci nie płaczą i mleka nie zostawiłaś na gazie.

Polecam karnety zajezdniowe, bo można przyjechać do klubu, kiedy akurat pasuje. Tym samym można spocić się albo równo z pianiem koguta, albo wtedy, kiedy TVP puszcza wartościowe filmy (chyba przesadziłam… kluby czynne całodobowo to wciąż rzadkość w Polsce). Taki dostęp do zajęć daje wachlarz wyboru i nie ogranicza do jednego typu zajęć bądź ich pór. Apeluję tylko o trochę rozwagi i oszczędzenie czasem swojego ciała, bo nadmiar ćwiczeń wcale nie jest tak korzystny dla zdrowia jak myślisz.

Uwaga! Karnet OPEN, niestety, nie zawiera uprawnień do cotygodniowego focha na panią w recepcji oraz obgadywania instruktorów podczas grzania tyłka w saunie.

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Komentarze (2)

  1. Takie prawdziwe. Karnet OPEN a potem wspólokator musi Cię podoscić z podłogi (bo sama z bólu nie masz na to siły:P) Łyknięcie trzech spalaczy oraz wypicie dwóch kaw a następnie dwie godziny ciężkiego treningu też nie jest dobrym rozwiązaniem:P

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *