Niezadowolenie ze swojego ciała – obowiązek

Roman tak naprawdę jej nie kochał nigdy, a co dopiero mówić o sympatii. Przysiągł jednak, że do końca dni towarzyszyć jej będzie, a że wierzącym jest turbopraktykującym, porzucić ślubnej nie zamierzał. Nie nam szukać przyczyn, czemu zaprowadził ją do ołtarza – czy obiad chciał mieć ciepły czy bardziej czyste skarpety. Większej wagi jest to, że Roman żonie ciągle powtarzał, zapominając o przykazaniu miłości, że brzydka jest i gruba tak, że nawet linea i skalpel nie pomogą.

No. Pewnie czujesz już klimat i nieświeży zapaszek, który unosi się nad tym związkiem.

Pytanie brzmi: która kobieta chciałaby być żoną Romana?

Nie ma chętnych?

A wśród Was są te, które taką relację jak wspomniane wyżej małżeństwo mają… ze swoim ciałem. Różnica jest taka, że owa żona mogła zostawić Romana. Ty swojego ciała nie porzucisz.

***

Basia – imię bohaterki zostało zmienione – ma 100 cm w biodrach. Nogom bliżej do galaretki niż stali, pośladki gotowe co najwyżej na 10 przysiadów dziennie. O istnieniu tricepsa Basia wie tylko z podręczników od biologii, ten to chyba rękę zgina (albo prostuje?), swojego nigdy nie widziała, więc ją to za bardzo nie interesuje. Brzuszek pamięta, że wczoraj czipsy były jedzone, ale to się nie powtórzy, obiecuje sobie dziewczę. Albo zrobi takie lżejsze, z ziemniaków. Poleje oliwą, posypie oregano, zagryzie selerem.

Czasem chciałaby na wadze widzieć inną cyferkę z przodu, mniejszą jakąś, ale przecież za bardzo lubi jeść. I cycków szkoda. A weź jeszcze wymieniaj garderobę na rozmiar mniejszą albo – co gorsza! – strać dobry humor przez głodowanie. Wykluczone.

Mimo tego całego odbiegania (jedyne bieganie, z jakim miała do czynienia) od wyglądu pań z bilbordów, Basia codziennie rano posyła sobie uśmiech do lustra, a jak ma świetny nastrój już przed pierwszą kawą, to nawet i buziaka. Pełnych ust nie boi się pomalować na kolor biretu kardynała, paznokcie ma zadbane, pachnąca wychodzi z domu.

Za Basią idziesz Ty i z laserem w oczach odbierasz jej wszelkie prawa do spacerowania poza domem. Nie no, jak taka dziewczyna śmie w krótkich spodenkach bezkarnie iść. Pewnie bardzo chce schudnąć i gardzi sobą tak jak Ty wysokim IG. Wzięłaby się do roboty. Zwisa jej ta opona, aż się człowiek zniesmacza. Te Basine ramiona, jakieś przytłuste takie. Na pewno masz ładniejsze, ale wolisz upewnić się w sklepowej witrynie, a najlepiej w lustrach przebieralni. Te w końcu wyszczuplają, inaczej nie kupiłabyś w środę tej białej sukienki.


Teraz ustalmy fakty


Kto jest szczęśliwszy. Ty czy Basia? Basia.
Ale spokojnie. Bo jest też drugie pytanie:

Kogo bardziej lubi świat, Ciebie czy Basię? Ciebie.

Mimo że tyle mówi się teraz o zadowoleniu z siebie, zdrowym egoizmie i akceptowaniu swych niedoskonałości, wciąż bardziej wygodne dla ogółu pozostają te, które popłakują przed lustrem, że nie wyglądają tak, jak chcą. A one, niezależnie od typu sylwetki, marszczą czoło na swój widok. Jednej przeszkadzają trzy dodatkowe kilogramy. Drugiej płaski tyłek, trzeciej ten biceps – za mały, koleżanka na siłowni ma większy! U czwartej pojawiły się kolejne rozstępy, piąta najbiedniejsza, bo nosa nie można wyćwiczyć jak brzucha.

Niech któraś z nich otwarcie przyzna się, że lubi i akceptuje siebie. Niedopuszczalne, zupełnie jak radość z wysokich zarobków. Niezadowolenie z ciała to prawie że kobiecy obowiązek.


Miej odwagę robić inaczej!


Znowu chcesz schudnąć? Internetowi dietetycy wysyłają numery kont, byś zapłaciła za kolejną dietę. Nie znosisz swojej skóry na udach? Ręce zacierają producenci serumo-kremo-żeli na cellulit. Zapewniasz im stały zysk, zgarniając z drogeryjnych półek ostatnie egzemplarze najnowszego badziewia.Wreszcie, po latach zamiartwiania się, jak wyglądasz, nadchodzi czas na zmarszczki. Niby dlaczego miałabyś je zaakceptować, skoro od lat nie pomyślałaś na temat swojego ciała nic miłego? Na szczęście portfel masz trochę grubszy niż wtedy, gdy zaczynałaś pracę (dupę też, nie omieszkasz zaznaczyć), to i krem możesz kupić sobie droższy.

Tylko czy wynaleziono już taki, który zawiera hydrokwasy kryjące kompleksy?

Kobieto, nie bądź żoną Romana.

Źródło zdjęcia: klik

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Komentarze (3)

  1. Powiem, Agatko, tak – już w końcu teraz – akceptuję swoje ciało. Swoją fałdkę na brzuchu – właściwie to skórę, po każdej ciąży trochę jej zostawało a przecież jej nie wytnę ;-) Zacięcia to ćwiczeń na brzuch nie miałam nigdy to i skóra sobie wisi ;-) Boczki miałam zawsze, nawet przy wadze 50kg. Obecnie ważę 57. Boczki jak były tak są. Zacięcia na typowe ćwiczenia – również brak. Musiałabym zwyczajnie ćwiczyć na brzuch i te boczki. Dobra, może czas bym jeszcze wykroiła ;-) ale wolę wtedy intelektualnie się pouskuteczniać ;-) W przerwie między rowerami, ogarnianiem domu, dzieci, szkół, psa etc. ;-) :-) Tak, dałoby się ale… ja już akceptuję i lubię swoje ciało. Trochę w życiu przeszło, zmarszczki mam bo od zawsze się śmieję, ok – dbam o siebie – duuużooo pję wody, peeling ze 2 razy w tygodniu, myślę pozytywnie, nie oglądam wiadomości dla swojego zdrowia i tylko niektórych wnerwia, że ja nic, tylko chodzę i się uśmiecham i generalnie nie narzekam ;-) Nie jestem też żadną milionerką, miesiąc zawsze jest pod kreską ale grunt – to myśleć pozytywnie! :-)

    1. Dziękuję, że się podzieliłaś. :)
      Nie chodzi o to, by się świadomie zaniedbywać (brak ruchu, niezdrowe jedzenie) i wkręcać wszystkim, że się dobrze ze sobą czujemy. Rzecz w tym, by zaakceptować niedoskonałości i nie dążyć do sztucznie wytworzonych „ideałów”. Woda, peeling i pozytywne myślenie to doskonały zestaw. :D

      1. Nie, absolutnie nie chodzi o to! :-D Ale właśnie o te wydumane ideały. To choroba cywilizacyjna, tak naprawdę. Bo jak ktoś dojdzie już do perfekcji, jeśli idzie o ciało, to idę o zakład, że znajdzie cokolwiek innego, czego rzekomo mu brakuje (nie wiem, może kolejne studia, kurs, pieniądze, nie takie włosy..) A zdrowy styl życia to podstawa i to stąd powinna się brać chęć jakichś zmian (żywieniowych, ruchowych) A ideały – zawsze upadają, tak jak i autorytety ;-) , nie ma ideałów, i tak najważniejsze jest to, co każdy z nas ma w środku ;-) , że tak powiem. I tu znowu nie chodzi, żeby świadomie się zaniedbywać – żeby jasność była :-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *