fbpx

Obsesja piękna. Książka, którą powinna przeczytać każda kobieta

 

Gdybym miała polecić jedną książkę, którą musi przeczytać każda współczesna kobieta, byłaby to Obsesja piękna.

Panowie – wiem, że Was tu naprawdę sporo, ale wybaczcie, dziś przekaz dla Pań.

Obsesja piękna – dr Renee Engeln

 

Jeśli jesteś kumata, czujesz, że coś jest nie tak. Kobiece ciało reklamuje nie tylko rajstopy i bieliznę, ale także okna i panele podłogowe. Kobiece ciało jest po to, żeby innym było przyjemnie na nie patrzeć.

Zanim zaczniemy się czepiać mężczyzn, że traktują kobiety przedmiotowo, zastanówmy się nad sobą. Same dla siebie jesteśmy najgorsze. Wypominamy sobie nawzajem albo zmarszczki, albo botoks. Nadwagę i niedowagę. Nogi, na których pojawiło się kilka włosków, to dramat większy niż kolejny rok bez podwyżki. A tak apropos, to może właśnie przez swój wygląd tej podwyżki nie dostałaś? Przyznaj, że tak czasem myślisz.

Wierzę, że wiele z nas wcale tego nie chce – obsesji, którą podsycają w nas media, reklamodawcy i wreszcie my sami/same.

Wewnętrzne lustro

Pytałam Cię kiedyś, ile razy dziennie patrzysz w lustro. Pytałam wtedy, kiedy odkryłam, że nie mam już na to czasu, albo raczej nie chcę go na to mieć. Książka dr Renee Engeln tylko mnie w tym utwierdziła. Przesadne interesowanie się swoją aparycją zajmuje cholernie dużo czasu, którego podobno wszystkie mamy tak mało. Nie chodzi nawet o sumę minut (godzin?) poświęconych na różne zabiegi, ale o przestrzeń umysłową, którą nam zajmuje ciągłe interesowanie się wyglądem i jego kontrola.

Dbanie o swój wygląd jest przyjemne i nie widzę w tym nic złego. Lubię mieć ładne paznokcie, a wychodząc od fryzjera zastanawiam się, dlaczego nie zrobiłam tego miesiąc wcześniej. Jednocześnie wstydzę się czasem wyjść z domu, bo trądzik znów szaleje i nawet pół godziny przed lustrem w akompaniamencie zaprawy murarskiej nie da rady tego przykryć. Czuję się niespokojna, gdy do torebki zapomnę włożyć korektor. Innym razem powitam dawno nie widzianą koleżankę komplementem na temat wyglądu, zamiast wygłosić cokolwiek innego. „Schudłaś” – najlepszy komplement od zawsze.

Coraz częściej nie zgadzam się na to, by w moim towarzystwie koleżanki cisnęły samym sobie odnośnie wyglądu i staram się drążyć, dlaczego widzą tragedię w dwóch dodatkowych kilogramach. Ja nie dlatego się z nimi kumpluję, że mają każdego dnia pięknie zrobiony makijaż albo ich uda są omijane przez cellulit. Będziemy się przyjaźnić nawet wtedy, gdy wstrzykną sobie coś w policzki. Chociaż będę zdziwioną koleżanką.

No make-up fake

To dziwne, że wychodząc z domu bez makijażu czujesz się mniej atrakcyjna (o kwestii makijażu pisała już Ania Kostarkiewicz).  Skąd pomysł, że bez poprawienia wyglądu nie będziesz wystarczająco dobra? Uprzejmie donoszę: z otoczenia, z mediów, zewsząd. Zdjęcia, na których kobiety pokazują się w wersji „naturalnej” traktowane są jak osobliwość, nie mówiąc już o tym, że no make-up celebrytek czy instagramerek jest efektem specjalnych zabiegów specjalistów. Gdzie tu sens i spójność przekazu?

Jakie koszty ponosisz

Często słyszę, że prywatna wizyta u lekarza tyle kosztuje… 150 zł to za wysoka cena za kontrolę zdrowia, ale już za podkład – niekoniecznie. Jeśli ponad wizytę u dentysty czy ginekologa przedkładasz kosmetyczkę, zatrzymaj się na chwilę i przemyśl wydatki na przyszły miesiąc. Ostatnio spotkana na ulicy znajoma przywitała mnie wieścią, że jej 39-letnia koleżanka zmarła na raka. Telefony od lekarza o kiepskich wynikach cytologii skutecznie ignorowała, zasłaniając się innymi sprawami. Tak tylko Wam tu to zostawiam. Ja poczułam ulgę, że akurat wracałam z przychodni.

Powtarzam: nie uważam, że dbanie o wygląd jest złe. Jeśli już trzeba wydać pieniądze na poprawienie sobie nastroju, nawet lepiej pójść do kosmetyczki niż do marketu po pięć kilogramów słodyczy. Kłopot zaczyna się, kiedy przestajemy mieć pieniądze, siły i czas na cokolwiek poza kupowaniem i używaniem przedmiotów mających poprawić naszą aparycję.

Kup książkę zamiast kolejnego upiększacza

Możesz się z autorką Obsesji piękna nie zgadzać, możesz myśleć, że ja też przesadzam.  Ale sięgnij po książkę i sprawdź, czy nie utknęłaś w klatce, w którą pakujesz swoje pieniądze i przestrzeń umysłową. Zobacz, jak media nakręcają tę spiralę. Przekonaj się, czy ruchy „bodypositive” robią więcej szkody, czy pożytku.

Piąta bluzka i lakier do paznokci nie zmienią Twojego życia na dłuższą metę, ale ta książka ma potencjał to zrobić. Nie daj się prosić.

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *