Ostre koło w budowie – Cz. II

 

Zastanawiam się, czy jestem jedyną osobą na świecie, która w kontaktach z rowerem najpierw miała więcej styczności z indoorem niż z jazdą na dworze, ale żeby nie dopisywać sobie już za dużo wyjątkowości, porzucam tę tezę.

Srebrna Żyleta (imię tymczasowe, choć kto wie, czy nie zostanie z nami na dłużej) i jej zielona koleżanka Pestka wreszcie doczekały się wiosny i zaczęły ponownie pełnić swoją pierwotną rolę, zamiast wciąż zimować jako wieszaki do ręczników i odzieży (Pestka) i zagracaczy drzwi do kuchni (Żyleta).

Zanim srebrny nabytek z listopada mógł zadebiutować na ulicy jako uwielbiane przez hipsterów ostre koło, musiało ponownie oddać się w ręce Majstra.

11051403_923735307677130_130769521_n

No dobrze, Panie Majster. To co trzeba zrobić, żeby z roweru szosowego powstało ostre i co ty zrobiłeś podczas drugiego etapu budowy mojego roweru? I co ma zrobić ktoś, komu nagle zamarzy się ostre koło?

Czekaj, jak mam tu robić spowiedź, to ja muszę… – wyciąga papierosy – chcesz?
[fragment ocenzurowany]
 

Hm. Trzeba mieć zębatkę na sztywno, czyli nie może być wolnobiegu. Ja ze srebrnego wywaliłem wszystko, co kwalifikowałem jako kolarzówkę typową. Przerzutki tylne, przednie, koła, korbę, no i się wziąłem za nowe. Nowe, czyli: koła szosowe na wysokim białym stożku 28 (ten stożek to jedna z piękniejszych rzeczy na tym rowerze, przyp. agatamusz), korbę („Sobie laseczka sprawiła korbę sturmey’a po bogatości!”), łańcuch niebieski i przedni hamulec szczękowy.

Chwila ciszy, Majster patrzy z dezaprobatą i mówi:

Więcej ten rower nie ma elementów…

Po chwili kontynuuje:

Chodzi o to, żeby jeździł (doprawdy?), a potem będzie upiększanie. Malowanie ramy i widelca, będą też inne opony i pedały (bo jednak tylko łańcuch w niebieskości to za mało, przyp. agatamusz).

Ale o tym w następnym odcinku.

10867064_923735134343814_1310830902_n

W najbliższym czasie nie kupię sobie przepysznych szejków warzywnych, szpinaku sami wiecie gdzie, nie wspominając o tuszu do rzęs i podkładzie, bo konto zostało wyczyszczone w lepszym tempie niż to, które notuję podczas kupowania t-shirtów z przekazem. Cóż, makijaż i tak by spłynął podczas szybkich tras, więc nie żałuję wyboru. Tak zacieszam na tym rowerze, że łudzę się, iż mejkap nie jest mi bardzo potrzebny.

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Komentarze (2)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *