Ostre na trasie #3. Prądocin

 

Słonecznie witam szczęściarzy, którym nieobce jest pojęcie „długi weekend”. Pozostałych również pozdrawiam – jutro sobota i Wy też możecie się wybrać na wycieczkę rowerową w poszukiwaniu plaży tak dzikiej jak moje pląsy na Blokadzie Łużyka.

Prądocin: kogo to obchodzi? Wiem, że wydaje się to być mieścina interesująca tak bardzo jak Strączkowo Małe (pozdrowienia dla twórcy), ale jeśli powiem Wam, że stamtąd jest bardzo blisko do plaży w Chmielnikach, gdzie odbywają się tak ważne dla rozwoju polskiej kultury imprezy jak Wielka Gala Disco Polo, to wsiądziecie na rowery i, nie bacząc na pogodę i grafik, odwiedzicie tamte rejony.

Prądocin nad Jeziorem Jezuickim i Bydgoszcz może dzielić tylko dwanaście kilometrów, jeśli wjedziemy w las na Glinkach i pojedziemy prosto. Jest tam tam nawierzchnia, po której będzie się przyjemnie jechało prawie każdym rowerem (i równie dobrze biegało).

Prawie, bo ostre na cienkich oponkach przeżyje tam szkołę życia. Ja tego specjalnie nie chciałam – w planach było sprawdzenie, na ile potrafię się na mojej kozie rozpędzić na nawierzchni zdatnej do użycia przez rower szosowy. W końcu Bydgoszcz Triathlon się zbliża i z tej okazji robię dziwne rzeczy: poszłam biegać po dwóch godzinach Indoora, a potem jeszcze pojechałam do Prądocina na około. Poziom szaleństwa rodem z „Klanu” (trochę ładniejsze słowo niż „desperacja”).

11420067_973870909330236_2113314486_n

Te dwadzieścia kilometrów do Prądocina przez Białe Błota (powrót alternatywnie przez Trzciniec), Ciele, Zielonkę, Przyłęki i Brzozę jest proste, ale czy bezpieczne: o tym Was nie zapewnię. Jeśli znamy podstawowe zasady poruszania się jednośladem i mamy w sobie chociaż krztę odwagi – spoko, przeżyjemy bez większego uszczerbku na psychice. Ci jednak, którzy obawiają się pobocza albo fragmentów w ogóle pozbawionych miejsca dla rowerzystów, niech lepiej jadą sobie te dwanaście kilometrów przez Glinki. Początek trasy to osiedlowe uliczki w Białych Błotach, a potem odcinek równoległy do obwodnicy. To na niej dzieje się najwięcej, więc „niżej” tylko okazjonalnie mija rowerzystę jakiś naiwniak, który kupił samochód bez kierunkowskazów.

bydgoszcz

Do samej Brzozy jest spokojnie, (tylko skręćcie dobrze w lewo na skrzyżowaniu przy kościele, bo inaczej po wertepach pojedziecie jak my. Wibracje życia, ostre obrażone do dzisiaj), a później wyjeżdżamy na trasę wiodącą kolejno do Nowej Wsi Wielkiej i Inowrocławia. To zaledwie kilka kilometrów poboczem, ale wciąż mam w głowie legendy o rowerzystach, którzy byli tam zdmuchiwani do rowów przez rozpędzone tiry. Dlatego kiedy słyszy się od kompana za sobą „aaa, czekaj, stój!!!” to nie pojawia się myśl, że to skurcz, ale że rów. No, ale wyrzućcie te legendy z głowy.

ostrekolo

Bo trasa naprawdę jest warta pokonania jej. To dwadzieścia kilometrów, które większość z Czytaczy bloga łyka bez problemu. Można się rozpędzić, a można też przemieszczać się rekreacyjnym tempem, podziwiając przy okazji, jak wśród biegaczy i rowerzystów na wąskim odcinku próbuje przebić się żółte lamborghini… Serio.

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *