To już nie czas, by się garbić

  Zaczęło się zupełnie niepozornie, bo „tylko” od dni poprzedzających jedną z najważniejszych uroczystości w życiu. – No, no – powiedziała z uznaniem krawcowa, patrząc na swoje atłasowe dzieło, wypełnione mną – Pięknie. Tylko nie może się pani garbić. Widząc swoje zgarbione odbicie w lustrze od razu zorientowałam się, o czym mowa. Przy towarzyszących mi…

Ostatni taki indoor cycling

  Ostatni łyk kawy, która była w tę sobotę śniadaniem, leniwy ruch klucza w zamku… byle cicho wymknąć się na ostatni taki indoor cycling. Czołg gładko odpalił i udało się wyjechać tyłem bez szwanku i spalonego sprzęgła. Mając za sobą takie pasmo sukcesów, zapragnęłam odrobiny luksusu i śmiało przełączyłam auto z gazu na benzynę. W…

Syndrom postfestiwalowy. Co się mówi, gdy ktoś puka do toi-toia

  Nazwy festiwali mogą się zmieniać, ale reszta jest stabilna. Na przykład syndrom postfestiwalowy. To tam sprawdzam, kim obecnie jestem. Okoliczności festiwalowe na każdym kroku pokazują mi moje aktualne nastawienie do świata i każą zastanowić nad tym, co nie styka. Tu szturchnięcie, tu upał bądź – zależnie od prognozy pogody – zalane deszczem trampki. Tam…

Te piosenki zadbają o twój dobry humor

  Czas festiwalowy w pełni! Aż nie mogę uwierzyć, że za niewiele ponad tydzień będę sunąć autem naprzeciw zachodzącemu słońcu, z ulubioną muzyką w głośnikach, z pewnie niecodziennym nakryciem głowy i tą głową absolutnie wolną… Znowu do Kostrzyna nad Odrą. W tym radosnym oczekiwaniu pragnę słać dobro i podzielić się z zaglądającymi tutaj duszami piosenkami,…

Kazimiernikejszyn 2018. Błotne historie 430 km stąd

  Białe trampki rozjeżdżające się w lepkiej glinie, moknące ostatnie suche części wyjazdowej garderoby, wiatr, który podnosi deszczowe doznania do (minus) dwudziestej potęgi i wizja drogi powrotnej tymczasowego domu, której może pozazdrościć nawet Terenowa Masakra… Czy w takich warunkach można zachować pogodę ducha? Można. Pod warunkiem, że jest to festiwal. Dream of Kazimiernikeeejszyyyyn Wyjazd na…

Moje pierwsze zajęcia indoor cycling

  Swoje pierwsze zajęcia rowerowe z perspektywy klienta mogłabym opisać jednym słowem: basen. Na ówczesnym etapie życia (a było to lat temu siedem) bardzo ceniłam sobie treningi, podczas których można było solidnie dać sobie w kość. A w zasadzie w mięśnie. Głównie mięsień sercowy  – uwielbiałam wysokie tętno, charakterystyczne charczenie w płucach i stan po…

Terenowa Masakra 2018. Relacja dla tych, którzy się boją

  Podniesienie szklanki z napojem i mycie zębów kosztuje o wiele więcej siły niż zwykle, a każde wstanie z krzesła wymaga dokładnie przemyślanych ruchów. Oczywiście można to zrobić spontanicznie i w sposób nieprzemyślany, ale Organizm zaraz przypomni, gdzie go wczoraj zabrałam. I jak życie nabrało innych barw. Szczególnie życie kolanowe: Jeżeli po zobaczeniu tego zdjęcia…

Przyszło nowe. Nie poddałam się!

  Mimo godziny dwudziestej pierwszej na dworze było co najmniej dwadzieścia siedem stopni Celsjusza i polska natura kazała mi narzekać na niedający się znieść upał. Nie uległam jednak wewnętrznemu marudzie; zbyt dobrze pamiętam, jak długo w tym roku przyszło nam czekać na słońce, wraz z którym wróciły chęci do robienia… wszystkiego. A już w ogóle…

Kiedy zapominam, że to nie jest trening instruktora

  – Czy wy nie rozumiecie, jak Cho się teraz czuje? – Nie – odpowiedzieli jednocześnie Harry i Ron. Hermiona westchnęła i odłożyła pióro. – No więc, oczywiście, czuje się bardzo przygnębiona z powodu Cedrika. Po drugie, czuje się zakłopotana, bo lubiła Cedrika, a teraz lubi Harry’ego, i nie potrafi odpowiedzieć sobie na pytanie, kogo…

Dziesięć lat od matury. O okolicznościach

  Ekspresję i poziom energii życiowej w ostatni piątek miałam takie, że niejeden by stwierdził, iż nadeszły te magiczne dni w miesiącu… Niestety, gorzej: to obniżona podaż węglowodanów. I w taki dzień mnie olśniło, że 10 lat temu, w te pierwsze majowe dni, pisałam maturę. Matura jak matura, na tę chwilę pamiętam tylko dość głośne…