Płacisz i wymagasz. A gdzie Twoja kultura?

 

[Ten tekst nie dotyczy żadnego konkretnego klubu, bazuje na doświadczeniu moim jako instruktora, ale również klienta. Polecam przełożyć sobie również na zachowanie w innych miejscach, gdzie oferowane różne usługi].

 

Płacisz i wymagasz. Ja oferuję usługę i oczekuję kultury.

Kluby fitness od kilku lat cieszą się niesłabnącą popularnością. Dziś jest poniedziałek, a więc dzień, w którym takie miejsca przeżywają prawdziwe oblężenie. To doskonały czas na przypomnienie sobie o jednej ważnej zasadzie: kultura osobista obowiązuje nas wszędzie, nawet tam, gdzie zostawiamy pieniądze.Znakomita większość osób, które przychodzą ćwiczyć do klubu, nie jest na bakier z zasadami dobrego wychowania. Zdarza się jednak, że ktoś zapadnie w pamięć w raczej niechlubny sposób.

Płacisz i wymagasz – to jasne. Dostaniesz usługi najlepszej jakości, na jaką stać klub, który wybrałeś. Po to to miejsce istnieje! Jeśli Ci ta jakość nie wystarcza, możesz zmienić miejsce codziennych wypocin; w końcu w większym mieście bez problemu znajdziesz inną świątynię fitnessu, która będzie chciała zrobić Ci dobrze. Przytłoczony blaskiem żarówiastych dresów, możesz też ubrać się w worek i iść samotnie biegać nad rzekę. Nikt Cię nie zatrzyma na siłę.

Jeśli jednak zostajesz, to mam nadzieję, że pamiętasz: wraz z wyłożeniem ponad stówy za karnet do klubu nie zostawia się kultury przed wejściem do niego.

Jeśli masz zły dzień, nie wyżywaj się od samych drzwi wejściowych na pani w recepcji. Próby wyrzucenia swoich wątów na instruktorów też się na niewiele zdadzą, bo ci z reguły albo są dobrze nastawieni do życia i ludzi, albo ich mózg sprany jest endorfinami, więc możliwe, że nawet nie dociera do nich, iż ktoś przed chwilą był niemiły. To, że przed chwilą wyskoczyłeś z forsy w recepcji, nie daje Ci przyzwolenia na pokazywanie wyższości wobec kogokolwiek.

Mógłbyś może posprzątać po sobie? Owszem, w klubie jest wiele pań, które dbają o to, byś dostawał blaskiem po oczach, kiedy przekraczasz nasze progi, ale małe rzeczy czynią cuda. Nie chodzi o mycie podłogi. Przetarcie siodełka, kierownicy czy maszyny, na której przed chwilą zostawiłeś odcisk pośladków kosztuje Cię kilka sekund. Zabranie ze sobą pustej butelki i wyrzucenie jej do śmieci – tyle samo.

Nie zdziałasz nic sapami do mnie, że nie ma zapisów na zajęcia. Nie ja o tym decyduję, więc tylko spokojnie Ci wytłumaczę, o co chodzi: skoro ich nie ma, to ktoś ważny w tym klubie tak zadecydował i nie na mnie wieszać za to psy. Może zostaw sugestię w recepcji? Mnie się przykro nie zrobi po Twoich uwagach ze skrzywioną miną w gratisie, a czy Tobie lżej? Nie sądzę. Co najwyżej zgromadzeni na sali uczestnicy zajęć będą łypać na Ciebie spod byka przez połowę zajęć za popsucie atmosfery (przypadek prawdziwy).

Poinformuj wszystkich, że jesteś. Powiedz „cześć”. Albo „dzień dobry”, które zaraz zamienimy na to pierwsze. Nie chcemy Cię zjeść, tylko wspólnie się przejechać albo pomachać hantlami. Rozumiem, że dla niektórych bycie uprzedzonym do wszystkiego to styl życia, ale sala IC to naprawdę nie jest zagrożenie.

Kultura to także punktualne pojawianie się na zajęciach. O ile masz ogarnięte użytkowanie roweru, nie ma problemu, jeśli wejdziesz z pięciominutowym poślizgiem. Jeśli stałeś w korkach i nawet spóźnisz się bardziej: trudno, nie bądźmy służbistami. O spóźnionych początkujących już rozmawialiśmy. Natomiast wchodzenie w połowie zajęć – za zgodą instruktora – a potem rozmawianie z towarzyszem przez kolejną część, świadczy tylko o Tobie. Ja nie mam problemu z tym, by zwrócić Ci uwagę. Może nie powiem, że masz cofnąć się do podstawówki, gdzie przerywanie na lekcjach było notoryczne, ale możesz liczyć na nie do końca oczekiwaną przez Ciebie uwagę. Cóż, w niektórych sytuacjach nie potrafię pierdzieć serduszkami, bo są osoby, które naprawdę chcą spożytkować godzinę z życia bez Twoich kilkuminutowych prób przekrzykiwania muzyki tylko po to, by przekazać koleżance, że widziałaś fajną sukienkę w zarze.

 

To Ty pomagasz budować klimat w klubie. Fajnie, no nie?

Płacisz i wymagasz, to jasne. Masz prawo oczekiwać dobrego treningu, zaangażowania ze strony instruktorów i świetnej obsługi w recepcji. Ale jeśli przekraczasz czyjś komfort, łącznie z moim, zostaniesz o tym poinformowany. Mentalność pt. „Nie podoba mi się moje życie, więc wyżyję się na kimś w sklepie/na poczcie/w sklepie/w klubie” daleko nie prowadzi.

Kiedy się poznajemy w sali IC, ja Cię lubię od razu. Tylko Ty możesz mi pokazać, że nie warto.

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *