Pozasportowe przygotowania do startu

Pierwszy dzień lipca. Jedni zachłystują się wakacjami, a drudzy rozmyślają, jak nie zachłysnąć się spektakularnym sukcesem w triathlonie wodą w Brdzie. Pewnie nie muszę mówić, że jestem ci drudzy.

Do Bydgoszcz Triathlon zostało 11 dni, a ja już nie myślę o niczym innym. No, czasem o jedzeniu: czyli odrywam się od pływacko-rowerowych myśli tylko po to, by sprawdzić, czy to, co wkładam do buzi, mi przypadkiem nie zaszkodzi.

Ech, do 12 lipca z garem będę mieć kompletnie, mówię Wam.

Obojętnie, czy w perspektywie mam maraton, czy jego pół, czy Evolution Ride, czy wreszcie decyduję się być beznadziejną w trzech dyscyplinach – moje zawody mentalnie zaczynam na około dwa tygodnie przed rzeczywistym przekroczeniem linii startu. Raz, że to wynik podekscytowania, a dwa, że wiem już, iż poza regularnymi treningami są inne składowe ostatecznego zadowolenia na mecie.

[No okej, okej. Po prostu zwykle wtedy zdaję sobie sprawę, że za późno na trenowanie i nie zdziałam cudów, a wtedy czas na pocieszanie się.]


Moimi pocieszaczo-uspokajaczami są: odpowiednie jedzenie i wystarczająca ilość snu, a także przygotowanie logistyczne


NOCLEG

W przypadku większych imprez sportowych prawie pewne jest, że pakiet startowy trzeba odebrać co najmniej dzień prędzej. Wpływa to na promocję i przychody miasta, gdzie zawodnik musi zjeść i się kimnąć, a może i coś zwiedzić, a potem pozytywnie kojarzyć po powrocie do swojej wioski. Dla Ciebie oznacza to, że kieszeń będziesz miał ciut lżejszą, bo przyjdzie Ci zapłacić za strawę i kawałek kołdry. Ja uwielbiam załatwiać takie rzeczy z wyprzedzeniem, bo tym samym oszczędzam sobie wiele niepotrzebnego stresu, który byłby spowodowany szukaniem na ostatnią chwilę wolnych miejsc, wydawaniem zbyt wielu pieniędzy nie na to przeznaczonych albo po prostu jakimiś niegodziwymi warunkami. W spokój przed startem naprawdę warto zainwestować, aby potem na zdjęciach z wydarzenia nie prezentować worków pod oczami (wystarczy ta najbardziej korzystna z możliwych mina).

No właśnie – SEN

O warunkach do spania pewnie nie muszę wspominać, bo doskonale orientujesz się, że pomieszczenie, w którym śpisz, powinno mieć odopwiednią temperaturę, a i stosowne byłoby zapewnić organizmowi wystarczającą ilość odpoczynku. Co to znaczy „wystarczająca ilość odpoczynku”?

 Przyjmując utopijną wersję wydarzeń, przez ostatnie miesiące solidnie przygotowywałeś się do tego, co czeka Cię za dobę czy dwie. Organizm powinien zatem zregenerować się na ile to możliwe. Nie mówię już o superkomensacji, ale choćby o mentalnym odpoczynku i poczuciu „głodu”. Stając na starcie niczym wypompowana dętka nie masz szans na życiówkę, a już w ogóle na dobre wspomnienia.

Wielu z Was wybuchnie śmiechem, jak powiem, że super byłoby chodzić spać po 22:00, ale ja przed startem przekładam spanie ponad prawie wszystko. Trzy kartki książki mogą poczekać, większe wypady też sobie odpuszczam. Typowy sportowy no-life. Jednak ma to swoje plusy. Robię przysługę najbliższym i odsuwam się od nich na chwilę zanim oni zdążą to zrobić, znudzeni i zmęczeni moimi spekulacjami na temat kolejnych metrów. Wentylem bezpieczeństwa i sposobem terapii jest też moje tutejsze grafomaństwo, za co moi bliscy serdecznie dziękują serwerowi..

JEDZENIE

Umówmy się, że nie będę się mocno wtrącać do talerzy. Pewnie zewsząd docierają do Ciebie informacje, że przez dłuższym biegiem czy przed tri trzeba się doładować węglami. Wszystko zależy od Ciebie. Nie zdarzyło mi się chyba jeszcze wciąganie makaronu wieczorem przed startem na drugi dzień, ale wiele osób tak sobie poczynia i z powodzeniem daje radę. Grunt, żeby po prostu nie przesadzić. Nie jeść nic nowego, jak również nie przejeść się. Jeśli weźmiesz sobie do serca carboloading już przez 2 ostatnie tygodnie, które pozostały do zawodów, może i zgromadzisz trochę glikogenu w mięśniach, ale przede wszystkim pójdzie Ci to w biodra. A  ciężar w takim miejscu nie sprzyja żadnej z dyscyplin, o których dziś mówimy. Warto postawić na oczyszczenie swojej diety – u mnie oznacza to rezygnację ze słodyczy i oczywiście ani grama alkoholu, choćby nie wiem jak czarna fortuna to była. Oprócz tego, że mam świadomość, iż mój organizm będzie się czuł lepiej, takie zachowanie ma też wymiar symboliczny. Celebruję start nie tylko ciągłym myśleniem na jego temat, ale również dostosowaniem podstawowych czynności do tego, co chcę zrobić.

Oczywiście wiadomo, jak wygląda popadanie w skrajności i jak to wszystko nadrabiam już po wszystkim… Ale o tych przyjemnościach to będę sobie mogła pomyśleć w połowie lipca.

Jedno jest pewne: takie starty nadszarpują zapasy glikogenu. I kieszeń.

Drugie też nie pozostawia wątpliwości. Te same starty zostawią po sobie niesamowite wspomnienia,  a więc cokolwiek w nie inwestujesz – warto.

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *