fbpx

Proszę, byś nie był następny

 

Jak każda para mieli swoje rytuały. Jednym z milszych był ten ze wspólnym gapieniem się na księżyc, jeśli niebo pozwoliło. Czasem był wielki i pomarańczowy, innym razem przypominał chrupki rogalik. To właśnie takim nowiem zachwyciła się raz tak bardzo, że pragnęła poinformować męża, nie czekając na wieczorne spotkanie przy stole.

Chciała tak szybko, sms-em, drugą ręką trzymając kierownicę.

Ten z naprzeciwka też chciał szybko, chciał zdążyć. Mąż dowiedział się o rogaliku z wersji roboczych sms-a.

***

Obiadokolację mieli zjeść razem, ziemniaki już parowały w kuchni, jeszcze tylko jajko na patelnię i szybki posiłek gotowy. Tyle wystarczy, w końcu wczoraj była wystawna kolacja – jej mały chłopiec wzorowo zdał za pierwszym.

Posiłek zjadłaby sama, gdyby nie zemdlała podczas wizyty policjantów. Mówili o jakimś drzewie.

Ile jeszcze osób musi zginąć na przejściach dla pieszych?

***

Buraku, skąd się urwałeś? Z wiochy, gdzie jedno rondo tylko jest? Dalej też będziesz jechał pięćdziesiąt na godzinę? Po kilku głębokich westchnięciach czas w końcu na porządny manewr, wyprzedza tego ślimaka spod miasta, już on mu pokaże, jak się jeździ. Dodaje gazu, już mknie lewym pasem, dwadzieścia lat doświadczenia za kółkiem nie może się mylić.

Ale może czegoś nie zauważyć. Samochodu, który zatrzymał się na pasie obok, tuż przed zebrą.

Ale może kogoś nie zauważyć. Doświadczenie zapomniało o czasie reakcji, czternastolatka leży w kałuży krwi, za chwilę będzie tu kałuża łez rodziców. 

***

Zbył milczeniem jej PMS-a, w nerwach chwycił rower i odtwarzacz mp3. Powiedział, że nie wie, kiedy wróci. Był oświetlony, jechał przepisowo, ale aby to wystarczyło, potrzeba jeszcze dobrych kierowców.

Ten nastrój u żony to nie był PMS. Okres nie nadszedł, tak jak głowa rodziny nie wróciła już do domu. Małe rączki stawiały znicz na pomniku taty.

***

Po imieninach u Stefana wsiadła z Romanem do samochodu. Dzieciaki z tyłu zapięte, ona zapięta, Roman też. No, może nie do końca trzeźwy jest, ale pijany przecież też nie, już dwa razy tak prowadził i się nic nie stało. W końcu do domu to kwadrans jazdy, we wsi to ruchu nie ma w ogóle, a żaden sąsiad przecież po nich nie podjedzie. Pieszo będą szli? Ach, mogła to prawo jazdy zrobić w siedemdziesiątym pierwszym…

Imieninowego Stefana kolejny raz zobaczyła z perspektywy łóżka w szpitalu. Nie poznała szwagra. Na tę chwilę nie poznaje nikogo.

***

Zdawał na prawko pięć razy. Pięć razy przy pierwszym podejściu. Punkty po każdym egzaminie mnożyły się do nieskończoności wynoszącej dwadzieścia cztery. Żadna to kara: kolejny raz stracić uprawnienia. Żadna to kara: zawiasy. Żadna, w porównaniu z każdą chwilą życia po tej jednej, w której lekarz powiedział o śmierci współpasażerki.

Trzeci rok rośnie liczba zabitych na przejściach dla pieszych

 

Czekając na autobus na którymś z bydgoskich przystanków, na elektronicznej tablicy – oprócz rozkładów jazdy – zobaczysz twarde dane. W 2018 roku na drogach kujawsko-pomorskiego zginęło 170 osób. Proszą, byś nie był następny.

Ja też proszę.

Photo by Ian Valerio on Unsplash

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Komentarze (4)

  1. Kolejny poruszający wpis w podobnym tonie. Sądzę, że najbardziej rozczula i daje do myślenia tym, którzy już są świadomi.
    Nieświadomi nawet nie doczytają pierwszego akapitu.
    Zastanawiam się, czy można uświadomić społeczeństwo pisząc bloga, post, dawać coś w necie?
    Nie ma we mnie cienia złośliwości – poważnie się zastanawiam, gdzie jest granica dotarcia do ludzi. Czy można jedynie edukować dziecko w domu, czy także nauczyć dorosłego człowieka na mieście?


    „Po kilku głębokich westchnięciach czas w końcu na porządny manewr, wyprzedza tego ślimaka spod miasta…”

    Odbieram to za demagogię, bo akurat wyprzedzanie i jazda dynamiczna często wymuszają dużą większą koncentrację aniżeli jazda jak ślimak.
    Fragment ten sugeruje, że wyprzedzając kogoś kto się „wlecze” nie zauważymy przechodzących na przejściu.
    Śmiem twierdzić, na podstawie własnych obserwacji, że właśnie najczęściej nie przewidują (a to kluczowa umiejętność za kółkiem) kierowcy jadący dużo wolniej, niż pozwalają na to warunki.
    Osoby jadące sennym trybem nie są tak skoncentrowane, często nie wiedzą co się dzieję wokół nich.
    Wielokrotnie uniknąłem kolizji z takim kierowcą, który zdawał się nie wiedzieć w ogóle o tym, że musiałem wyhamować do zera, by mnie nie uderzył.
    Dziesiątki razy używałem klaksonu (by poinformować otoczenie o niebezpieczeństwie), gdy przepuszczałem przechodnia, a lewym pasem sunął sobie emeryckim tempem Pan/i kierowca nie mający zielonego pojęcia o tym co się własnie dzieje.
    Dosłownie. Dziesiątki razy.


    „Zdawał na prawko pięć razy. Pięć razy przy pierwszym podejściu. Punkty po każdym egzaminie mnożyły się do nieskończoności wynoszącej dwadzieścia cztery. Żadna to kara: kolejny raz stracić uprawnienia. Żadna to kara: zawiasy. Żadna, w porównaniu z każdą chwilą życia po tej jednej, w której lekarz powiedział o śmierci współpasażerki.”

    Zdawałem pięć razy. Zestawienie przekroczenia punktów ze śmiercią współpasażerki to mocny przykład. Nie wiem, czy trafny. Sam fakt przekraczania przepisów nie świadczy o skrajnie niebezpiecznej jeździe (chociaż oczywiście może) a chyba taki był to zamysł.

    Co do jazdy po alkoholu, sms-ach itd., to IMHO trafne przykłady, które należy tępić.
    W mojej opinii również kluczowe jest tworzenie dobrych warunków do jazdy. Czuję, że dużo efektywniej na liczbę wypadków może wpłynąć sieć autostrad, aniżeli mozolna edukacja o skutkach jazdy po alkoholu.
    Inna sprawa, że ta edukacja powinna wychodzić od nas, najbliższego otoczenia.
    Ważna jest też reakcja i nie pozwalanie osobom jadącym pod wpływem na bezkarność.
    Dzwonić należy nawet jak nasz rodzina wsiada za kółko.
    Kolejna sprawa: sprawność techniczna pojazdów.

    Pozdrawiam Agato.

    1. Nie ma uniwersalnej metody. Niektórych do refleksji skłaniają emocjonalne przykłady, innych: twarde dane. Ten blog nie jest od przedstawiania liczb, również nikt nie doczytałby pierwszego akapitu.

      Ja się boję, że granica dotarcia do ludzi jest w byciu uczestnikiem wypadku.

      Publikowałam policyjne statystyki podczas pracy w gazecie, więc mam doświadczenie zarówno w tworzeniu obiektywnych treści w medium o ogromnym zasięgu jak i emocjonalnych tekstów na niszowym blogu. Liczba ofiar rośnie, więc te sposoby ewidentnie nie działają, ale nie chcę interpretować każdej swojej publikacji pod kątem: „Czy to zmieni świat?” „Czy ktoś pomyśli o tym tekście, zapierdalając 110 km/h w zabudowanym?”. Jestem uczestnikiem ruchu drogowego jako kierowca, rowerzysta, pieszy. Raz omal nie zginęłam na pasach – to mi wystarczy, by choć raz na jakiś czas dać sobie upust.

      Jeśli tekst wzbudził czyjeś emocje, to dla mnie wciąż lepsze niż obojętność, nawet jeśli odebrałeś coś za demagogię i chęć poklasku. W sumie trochę kiepski temat na zbieranie lajków. Rozumiem, że dwa zacytowane przez Ciebie akapity zwróciły Twoją uwagę, bo w jakiś sposób Cię dotyczą, ja opisałam te sytuacje ze swojej perspektywy (z dużymi niedomówieniami, ale to pole do interpretacji) i nasze doświadczenia się tu różnią.

      Dzięki za wartościowy komentarz!

      1. Dzięki za odpowiedź. Demagogię zdecydowanie nie w tym sensie, by zbierać lajki (w ogóle bym Cię o to nie podejrzewał). Domyślam się, że to głównie z chęci upustu własnym odczuciom. I dobrze.
        Mogłem poszukać bardziej trafnego słowa. Miałem bardziej na myśli zasadność przykładu pod daną tezę.
        Hej ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *