Przypadki, upadki, nieobecność

 

Wolę zostawiać tutaj dobre rzeczy. Nie zawsze mi to wychodzi, jednak troszczę się o to, by na tych wirtualnych stronach przeważała pozytywność. Nie po to, byśmy wszyscy mogli żyć w bańce pozwalającej nam udawać, że wszystko jest w porządku i nie wiemy, co to złość, zazdrość i cellulit. Raczej chcę, aby strona, jeśli już ktoś na nią trafi, była dla ktosia klimatyzowaną salą w upalny dzień, a nie mokrą kurtką przyklejającą się do ciała. Bo tych kurtek i innego błota mamy już w sieci wystarczająco.

Dlatego ostatnio jest tutaj mniej treści. To się nie zmieni, dopóki ktoś, górnolotnie zwany autorem, nie zmobilizuje się do, jakby to ująć… powrotu do swoich psychicznych korzeni. Które to korzenie w ostatnich tygodniach umieją reaktywować tylko podczas (tak, niespodzianka) zajęć. Ta sala to jakiś inny wymiar, może powinnam tam zamieszkać.

Składając się dalej do kupy zostawię tutaj małą refleksję. Wierzę, że dość pozytywną. Otóż w znakomitej większości przypadków-upadków wystarczy po prostu… przestać sobie robić krzywdę.

Lepiej jeść.

Chodzić spać.

Oddychać świeżym powietrzem.

Pogłaskać zwierzę.

Myśleć o sobie dobrze.

Opuścić toksyczne środowisko.

Chyba nie chcemy przyjąć tego do wiadomości. To przecież byłoby zbyt proste… Czy rozwiązanie może być dostępne ot tak, od ręki?

Co, jeśli dotrze do nas, że jesteśmy odpowiedzialni?

 

 

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *