fbpx

Małe kroki, bo inaczej oszaleję z tym zero waste

 

Mniej wiesz, lepiej śpisz – bardzo kuszące rozwiązanie. Bez refleksji, bez wyrzutów sumienia i bez ciągłego poczucia dokonywania złych wyborów. Kilka miesięcy temu zadbałam o to, by bardzo dużo dowiedzieć się o zero waste, czyli stylu życia, który ma za zadanie zmniejszenie liczby odpadów. O wyborach, które są etyczne i nie niszczą planety. Okazało się, że to miecz obosieczny.

O tym, jak bycie świadomym konsumentem doprowadziło mnie do kryzysu – gorąco polecam tekst Agnieszki z bloga lifemanagerka.pl, bo to właśnie pod nim zostawiłam komentarz, który chcę rozwinąć „u siebie”.

Zero waste, cruelty-free…

Pierwszy raz poczułam, że coś jest nie tak, kiedy kolejny raz wyszłam z popularnej drogerii bez szamponu i żelu pod prysznic, bo postanowiłam ograniczyć kosmetyki w plastikowych opakowaniach. Te, które są w szkle, nie były dostępne od ręki albo nie zawierały oznaczenia o tym, że nie są testowane na zwierzętach (tak, w Europie to norma, ale firmy testują swoje produkty, by wejść na rynek chiński). Może zabolało mnie, że sama sobie odebrałam wygodę, a może po prostu… zaczęła się paranoja.

Jakiś czas temu znacząco ograniczyłam mięso i wiele produktów odzwierzęcych (zero bycia oszołomem, temat na inny tekst jak będzie potrzeba), co skutkuje potężnymi zakupami warzywnymi. Refleksja na temat pakowania wszystkiego co można (a nie trzeba!) w plastik przyszła bardzo szybko. Chcesz być eko? Zapierdalaj do warzywniaka. Gorzej, jeśli zakupy robisz w godzinach przez warzywniaki nie zauważanych.

Pułapki zero waste – ja wpadłam

 

Oczywiście: chcieć, to móc. Było nam za wygodnie, więc teraz trzeba się niektórych wygód pozbyć, by następnym pokoleniom pozostawić pokolenie w jako takim stanie. Tylko ja chcę też swoją egzystencją się cieszyć, a takie „chcenie” aż do skrajności doprowadzi mnie do uszczerbku na psychice. Na 100% zero waste nie jestem jeszcze gotowa.

Nad czym panuję aktualnie, a co wspiera przyrodę, która jest dla mnie wartością: oszczędność wody, rezygnacja z mięsa, porządna segregacja śmieci i nie kupowanie zbędnych rzeczy, by tych śmieci nie produkować jeszcze więcej. Nie biorę reklamówek ze sklepu. Ostatnią imprezę na świeżym powietrzu dało się zorganizować bez jednorazowych, plastikowych sztućców i talerzy. Zwracam uwagę na to, by w porę zjadać zawartość lodówki, używam filtra do wody. Jeśli jadę gdzieś sama, częściej wybieram rower lub autobus niż auto. Nie gardzę rzeczami używanymi.

Zero waste – to jeszcze mnie przerasta

 

Wybieram kosmetyki firm, które nie testują na zwierzętach, ale jeśli pakują swoje wytwory w plastik – czasem powiem „trudno”. Szczególnie, jeśli będę już potrzebowała umyć włosy. Sklepowy hummus też jest w plastiku, tak jak i pieczarki… Nie pozbędę się szybko jednorazowych produktów higienicznych.

Często piszę o różnych mechanizmach, które mają w nas powodować niezadowolenie z siebie i poczucie winy. Sama niestety też daję się wciągnąć w niektóre z nich. Dlaczego pojedynczy Ziemianin ma się czuć odpowiedzialny za całe zło dewastujące planetę i gimnastykować przy codziennych wyborach, podczas gdy największym zmartwieniem wielkich koncernów jest to, czy zgadza się hajs?

Photo by Jilbert Ebrahimi on Unsplash

To ważny temat. Podpowiesz mi, co się u Ciebie sprawdziło i co możemy zrobić, by zadbać o planetę, a przy tym nie dostać na głowę? ;)
Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Komentarze (6)

  1. My ostatnio mamy kosmetyki w szklanych opakowaniach. Ale co z tego, skoro potem dostajemy/kupujemy uzupełnienie danego kosmetyku w … Plastikowej tubie.
    Ostatnio również zaczęłam patrzeć na to ile ścinków warzyw/owoców wyrzucam – obierając je, czy korzystając z wyciskarki. I widziałam jakieś super pomysły, zrobić z tego wywar pod rosół, czy coś. Ale nie oszukujmy się. Nawet kupując od pani z warzywniaka nie mamy żadnej pewności, że są to odpady organiczne. A też jakość gleb nie jest zachęcająca na tyle, by z resztek, których co do zasady nie jemy, na siłę robić coś dodatkowego. Także, ruch zero waste jest super, ograniczmy plastik, jeśli możemy, ale nie dajmy się zwariować :)

  2. Jeśli mówimy o tej samej marce kosmetyków, to byłam przekonana, że te ich tuby nie są z plastiku, tylko z tworzywa, które się szybciej rozkłada. Ale fakt, że większość „dopełniaczy” występuje w plastikowych opakowaniach.

    No i słusznie zauważyłaś, że warzywniak nie jest wyznacznikiem eko-wyborów i wyrobów. Dlatego warto się opamiętać z tym poczuciem odpowiedzialności za wszystko.

  3. Ja też staram się trzymać dystans. Prędzej bym zwariowała i była targana wyrzutami sumienia, niż postępowała tak, żeby środowisko nie miało mi nic do zarzucenia. Żadna skrajność nie jest dobra i niestety, z bólem serca, trzeba zaakceptować, jak wygląda rzeczywistość. Lepiej wykonywać małe kroki i wierzyć, że coraz większej liczbie osób będzie zależało, żeby kolejne pokolenia mogły cieszyć się zielenią, czystym powietrzem i wodą.

    Sama ograniczam plastik, częściej chodzę na pieszo, niż kiedyś. Do jedzenia mięsa, póki co, nie wyobrażam sobie wrócić. I nową motywacją do niejedzenia słodyczy jest unikanie mleka w proszku i oleju palmowego. Świata nie zmienię, ale czuję się ze sobą lepiej i też nie biczuję się ani nie klęczę na grochu, jak zjem czekoladę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *