Refleksja powalentynkowa

 

Łamiąca wiadomość: przeżyliśmy walentynki. Z handlowymi miłosnymi uniesieniami mamy spokój na cały rok. W zależności od statusu na fejsbuku, dzisiejsze samopoczucie pewnie wygląda różnie.

Zakochani od święta, czy zakochani na co dzień?

Cały świat został oblepiony serduszkami, więc jednej z drugim się przypomniało, że może wypada jednak coś kupić. Badyl, misiaczek, nowa para skarpet i bilet na pisiąt twarzy szarego w kinie, z obowiązkowym odegraniem odpowiednich ról w zaciszu domowym.

Ich zachowanie to czysty raj dla handlowców, którzy spieszą z pomocą i dają pod nos chińskie bibeloty wszystkim postanawiającym trzynastego lutego, że jednak będą obchodzić przybyłe z Zachodu święto. Trochę za późno, by coś sensownego zamówić w internecie, ale wciąż wystarczająco wcześnie, by zaskoczyć drugą osobę czymś niematerialnym (taka wskazówka na przyszły rok), na przykład werbalnie docenić codzienne starania.

Walentynkowy klasyk w postaci serduszko – jedzenie – kino mógł się udać, a najlepszym dowodem na powodzenie sobotnich akcji będą zdjęcia USG, które już niedługo zaszczycą fejsbukowe tablice znajomych.

^^^

To wszystko, co napisane powyżej, to tylko trochę zanadto rozbudowany wstęp dla tego, co naprawdę chciałam Wam dzisiaj przekazać.

Szłam sobie niedawno ulicą po moim jakże pięknym mieście i zobaczyłam reklamę, którą widzicie na zdjęciu. Pomijając to, jaki niemy banan namalował się na mojej twarzy i ile razy w ciągu minuty pomyślałam o udostępnieniu tego w kanałach wszelakich, stwierdziłam również, że to przedstawia jedną z najważniejszych rzeczy, którą kieruję się ostatnio w życiu.

NIE ZWLEKAJ.

Wersja dla tych, którzy nie przełkną tego „nie”: ZRÓB TO TERAZ.

Spokojnie. To nie poradnikowe pranie mózgu i porada, co zrobić, by przed przyszłorocznymi walentynkami mieć dylemat, co kupić drugiej połówce. To przypomnienie prawdy starej jak świat: niektórych rzeczy nie ma co odkładać na później.

Zatem korona z głowy nie spadnie, jeśli wyjdziesz z inicjatywą. A nawet jeśli się zsunie, to przecież nie popsuje Ci fryzury na tyle, by nie móc przez to iść z nim na kawę, zanim inna zabierze go na lody, no nie?

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Komentarze (2)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *