Standing Jogging – bieganie na rowerze?

 

Aby łączyć bieganie z rowerem, można zrobić sobie triathlonową zakładkę albo próbować zasłynąć jako duathlonista. Jeśli jednak nie masz takich ambicji,  możesz spróbować tego połączenia w trochę innym wydaniu. Czegoś na kształt połączenia tych dwóch dyscyplin można doświadczyć na Indoor Cyclingu w jakże fascynującej technice, której nawet jeśli aktualnie nienawidzisz… to jest to dobra prognoza. Od prawdziwej sympatii dzieli Cię już tylko krok! Żeby nie powiedzieć: obrót.

Standing Jogging jest wyższą formą wtajemniczenia cyclingowców, o czym świadczy choćby to, że technika ta nie widnieje w podręcznikach dla początkujących. Zaczynamy do niego pałać miłością zaraz po tym, jak wytłumaczymy nogom, że tempo dziewięćdziesięciu kilku obrotów na minutę w pozycji stojącej to coś, o czym skrycie marzą od pierwszych zajęć. Po kilku zaliczonych biegach rowerowych można poczuć się pewnym, że regularna praca zrobiła swoje. Jeśli przy tym nie pochylasz się i nie podpierasz zbyt mocno na kierownicy, trzymasz biodra nad siodełkiem, a Twoja głowa prawie nie porusza się w żadnej płaszczyźnie, to możesz być pewien, że właśnie wlałeś miód na serce instruktora i będzie o Tobie myślał cały wieczór.

Są takie utwory, które instruktor słyszy i myśli: Standing Jogging. OK., może z reguły myśli są te bardziej luźne („ale będzie moc!”, „dajcie mi tu rower!”, żeby nie podać bardziej niecenzuralnych przykładów) i dobrze by było, gdyby potencjalnego utworu do joggingu nie usłyszał podczas prowadzenia samochodu. Gwałtowne ruchy spowodowane emocjami muzycznymi mogą się odbić niekorzystnie na umiejętności dostosowania jazdy do warunków panujących na drodze. Na dźwięk niektórych bitów myśli sprowadzają się do jednego: wizji kilku serii solidnego pedałowania w tempie, łagodnie mówiąc, intensywnym.

Wkroczę teraz na grząski grunt gustów. Nie dyskutuje się o nich? Tutaj się dyskutuje. Uważam, że szybkie, skoczne utwory świetnie się nadają do STJO, tak do indie-smutasa bym raczej tej techniki nie pojechała, choćby nie wiem jak przyjazne 93 obroty miał. Powracające myśli o wszystkich straconych szansach życiowych, prowokowane przez smętne dźwięki, na pewno nie są celem uśmiechniętych uczestników, którzy chcieliby poruszać się po pracy. W spokoju to sobie można pojeździć po prostej drodze. W joggingu ma być power!

Rowerowi sympatycy z reguły natychmiast klasyfikują pierwsze nuty danego utworu jako podłoże do wycisku. Można to dostrzec na ich twarzach. Mieszanka podekscytowania i „niee, nie zrobisz nam tego…” Satysfakcja po? O tym nie muszę dużo opowiadać.

 

90 RPM – można ciut podkręcić.

93 RPM – bardzo przyjemne tempo.

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *