Syndrom wypalenia się

 

– Zrezygnował. Powiedział, że się wypalił.

**

– Chcieliśmy go wziąć na konwencję, ale powiedział, że czego nowego on się tam nauczy?

**

– Kiedyś z jakąś zajawą tam szłam. Teraz idę odpękać swoje i byle do domu.

Brzmi znajomo? Oby nie.

Posiadanie pasji i możliwość realizowania jej w dobrym miejscu to jedna z najbardziej wartościowych rzeczy w życiu. Głównie dlatego że wpływa na jakość pozostałych działań człowieka. Pomyśl tylko: każdego dnia, czy chociaż kilka razy w tygodniu, oddajesz się swojemu ulubionemu zajęciu.  Owszem, czasem masz lenia, ale po chwili od rozpoczęcia wybranej czynności nabierasz wiatru w żagle. Założę się, że w takiej sytuacji jesteś bardziej optymistycznie nastawiony do siebie i świata niż wtedy, gdy spędzasz gdzieś jak za karę wytyczoną ilość godzin.

Są też ludzie, którzy zapracowali na to, by móc ze swojej pasji żyć. Idealny scenariusz… Pod jednym warunkiem. Nie warto traktować tego jako czegoś danego raz i na zawsze, bo łatwo popaść w stan, któremu poddali się ludzie wspomniani powyżej. Wypalenie, znudzenie czy niechęć do dalszego rozwoju („bo nie muszę”) nie pomagają w pielęgnowaniu swojej pasji. W efekcie ta ulubiona czynność staje się obowiązkiem… A chyba nie o to chodzi? Zawsze za najbardziej optymalną sytuację uważałam taką, kiedy prowadzenie zajęć jest czymś na kształt drugiej pracy, dodatkowym zajęciem, a nie jedynym źródłem utrzymywania się. Z prozaicznego powodu: kiedyś, instruktorze, możesz złamać nogę. I co wtedy… L4? Dobrze wiemy, że raczej nie.

Kiedy słyszę, że instruktor się wypalił albo nie chce mu się, to pytam, kiedy ostatnio był na jakimś szkoleniu, konwencji…? Ludzie, którzy stale się dokształcają i rozwijają to nie tylko najlepsi w swoim fachu specjaliści, ale po prostu najbardziej szczęśliwi ludzie. Pytam też, kiedy był na zajęciach u innego instruktora, gdzie nie musi się troszczyć o nikogo poza sobą? Ile godzin w tygodniu powtarza „lewa, prawa, lewa!” i „jeszcze cztery! Trzy!..”? Wreszcie: kiedy ostatnio dał sobie kilka dni na zwolnienie tempa, omijania łukiem zajęciowych spraw?  Kiedy zrobił cokolwiek poza aktywnością, która stała się dla niego rutyną? Spróbowanie czegoś nowego to żadna tam zdrada i bycie chorągiewką. Nie trzeba zamykać się w kręgu swojej pasji.

Takie poczucie wypalenia się dotyka oczywiście nie tylko instruktora. Każdy kiedyś wątpi, kręci nosem, kiedy ma się za coś zabrać i ma wrażenie, że słowo „flow” już dawno wyszło z jego słownika. Może potrzeba odpoczynku? Może zastanowienia się: co by było, gdybym to stracił? Wiadomo, że żeby iść do przodu, trzeba zrobić ruch. Czasem jednak jest jak na tomahawku: jesteś w ruchu, dokręcasz w prawo, sapiesz i zipiesz, a i tak stoisz w miejscu. To znak, że trzeba zaciągnąć do góry czerwoną dźwignię hamulca. Zejść z roweru, zrobić parę kroków. Albo po prostu usiąść obok i poczekać aż zapał wróci. Bo wróci. Jeśli nie, to jest to wystarczający dowód na to, że czas na gruntowne zmiany.

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *