Ta druga godzina indoora

Zdecydowana większość dużych i popularnych klubów fitness przewiduje w rowerowym rozkładzie jazdy co najmniej dwie godziny zajęć Indoor Cycling popołudniu/wieczorem. Bywa, że każda jest z innym instruktorem, ale chyba w przewadze są zajęcia z tą samą osobą. Te dwie godziny to oczywiście oddzielne jednostki treningowe, o różnym stopniu zaawansowania.

To wspaniałe, jak odmienne są te dwie godziny.

Jak nauczyć się żyć chwilą?  Można to zrobić na pierwszych zajęciach. Kiedy byłam instruktorskim świeżakiem, podczas pierwszej godziny mówiłam sobie „żebym dała radę drugą, żebym dała radę” (a przecież kiedy chodziłam na zajęcia jako klient, cisnęłam i trzy). Wiadomo, że zawsze podołałam, a nierzadko na drugi dzień rano jechałam znowu, więc bycie cyborgiem wychodziło mi bez problemu. Obawy, że się nie sprosta, są całkowicie bezużyteczne. Instruktor zaprząta sobie głowę tym, co może się wydarzyć za kilkadziesiąt minut, zamiast skoncentrować na tym, co dzieje się teraz. Bałagan w głowie przekłada się na chaos w zajęciach, a jeśli nawet nie, to ma się takie odczucie. Zupełnie jak w życiu: bać się codziennie o przyszłość – można się wykończyć.

No ale od czego jest doświadczenie. W końcu człek uświadamia sobie, że jeszcze nigdy nie przydarzyło się, żeby w trakcie kolejnych zajęć padł, a zatem nie ma co przeżywać. Głowa chce się oszczędzać, to oczywiste. Można jednak wyluzować śmiało, najlepsze przed nami. Bo najlepsze co rozgrzane!

Druga godzina to zwykle zajęcia dla osób zaawansowanych. Oznacza to, że z reguły wypluwa się płuca. Nie myślcie, że to obowiązkowe dla instruktora: już dawno ustaliliśmy, że zajęcia to nie jego trening. Ale wiadomo, że najczęściej prowadzącego ponosi i ciśnie ostro razem ze stałymi bywalcami. Na jego umysł wpływają też endorfiny wyprodukowane na pierwszej godzinie i na tle totalnego wyluzowania mogą zacząć się jakieś żarciki tylko dla niego śmieszne. Więc z góry przepraszam(y).

Dla uczestnika

Mamy zakodowane, że więcej znaczy lepiej i często zdarza się, że ktoś decyduje się zostać na drugą godzinę zajęć. Ja akurat, mimo że w bieganiu wolę długie dystanse (bo w krótkich zanim się rozpędzę, reszta już finiszuje), to optuję za konkretnym przejechaniem jednej godziny i pójściem na zdrową kolację. Wiem jednak, że są osoby bardzo wytrenowane, które za wszelką cenę chcą pocisnąć jeszcze godzinę, albo wynika to z faktu, że tak uwielbiają Indoor Cycling. Ale umówmy się, że wtedy już jedziemy obie jednostki sumiennie. A nie, że przez pierwszą się oszczędzamy. Albo jedziemy dwie godziny, a potem nie jemy nic, bo odchudzanie.

Bo co?

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *