To już nie czas, by się garbić

 

Zaczęło się zupełnie niepozornie, bo „tylko” od dni poprzedzających jedną z najważniejszych uroczystości w życiu.

– No, no – powiedziała z uznaniem krawcowa, patrząc na swoje atłasowe dzieło, wypełnione mną – Pięknie. Tylko nie może się pani garbić.

Widząc swoje zgarbione odbicie w lustrze od razu zorientowałam się, o czym mowa. Przy towarzyszących mi od zawsze przygarbionych plecach przód sukni ślubnej wyglądał mało estetycznie, a fałdki z brzucha, które dziwnym trafem ostatnio zniknęły, zostawały zastąpione przez pofałdowania materiału.

Zdjęcia z uroczystości mogą mnie wyprowadzić z błędu, ale na tę chwilę mam wrażenie, że trzymałam się prosto. Nawet, kiedy podczas schodzenia ze schodów zapominałam o podwinięciu sukienki, ryzykując spektakularnym wypierdolem, kręgosłup nie mógł mi mieć nic do zarzucenia.

I tak zostało mi do dziś. Stoję prosto. Fizycznie i mentalnie.

To już nie jest czas na spięty kark, zgarbione plecy i chowanie się w sobie. To już nie czas, kiedy „nie zadzieraj nosa” może dotknąć i stać się przedmiotem analiz na kolejne wieczory. Skończył się okres okrągłych pleców, szukania swojej winy i posłusznego  żywienia przestraszonego zwierzątka w środku. Nawet przy kiepsko ustawionym biurku można walczyć o to, by się wyprostować. Nie zobowiązują do tego tylko rower i zajęcia.

Skoro tak wielu zachęca, by żyć na własnych zasadach, przypomnijmy sobie jeszcze raz, że z prądem płyną tylko śmieci. A bardziej przyziemnie, realnie:

DONE IS BETTER THAN PERFECT

Moja świeżo przygarnięta moc prostych pleców nalega: Nie garb się. Ani fizycznie, ani mentalnie.

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *