Trzy proste nawyki na 2016 rok. I oby na zawsze

Zdziwiłby się kto, ile czasem potrzeba siły i samozaparcia, by się zalogować do panelu administracyjnego bloga. Więcej, niż żeby pojechać hill speed albo tabatę bez oszukiwania, albo tę siódmą minutę w interwałach długiego czasu. Ot, miejsce tworzone dla przyjemności czasem po prostu straszy, a w najlepszym przypadku odchodzi na dalszy plan, przysłonięte najświeższymi przeżyciami.

Nic to, wieszczę rychły powrót humoru na bloga, w końcu sezon „Nowy rok – nowa/nowy ja” w pełni i już teraz trudno się swobodnie przebrać w szatni przed zajęciami. Anegdotek z zajęć będzie więc pewnie co niemiara, a to miejsce będzie się mienić tym słabym różem z paletki oznajmiającej, że „z pamiętnika instruktora” właśnie przybyło na bloga. Ale ja tu ciągle o bliżej nieokreślonej przyszłości, a trzeba przejść do rzeczy.

Nie wiem, jak tam u Ciebie z postanowieniami noworocznymi i czy już zdążyłaś z nich zrezygnować; jeśli tak, to sugeruję zluzować gumę i po sprawie. Można znowu zacząć od poniedziałku. Jeśli wciąż dobrze Ci idzie, to bardzo się cieszę, bo sama mam pewne plany postanowieniowe. Nie, nie że siłownia trzy razy w tygodniu, nota na bloga co drugi dzień i zero cukru do Wielkanocy… Mimo endorfin spowodowanych spożyciem ciepłego obiadu po dniu w mrozie patrzę trzeźwo i pamiętam, że tak naprawę rzeczywistość lepię za pomocą małych, dobrych nawyków, a nie wymyślnych celów dla sama nie wiem kogo.

Zatem w 2016 zamierzam trzymać się:

SŁOIKA SZCZĘŚCIA

Nawyk z 2015 roku tak wszedł mi w krew, że postanowiłam to powtórzyć. Tym razem chcę jednak, aby te karteczki były trochę… równiejsze. Kto tam wie, kiedy człowiekowi się przyda dokładność czy staranność.

NATYCHMIASTOWEGO WSTAWANIA

Z tym nie miałam problemu. Kiedyś. Czas wrócić do wstawania w kilka sekund po pierwszym budziku, a nie tam, że nastawianie go wcześniej, żeby jeszcze chwilę… Dobra, przecież nie tylko ja tak mam (miałam! Do dzisiaj!), no nie?

LUZU WIECZOREM

Rozumianego jako odpoczynek od urządzeń elektronicznych, czy do czego tam zalicza się komputer i smartfon, na co najmniej godzinę przed snem. Książka to o wiele lepsze rozwiązanie, pisanie w wersji długopisowej też, nie mówiąc już o graniu w karcianki. Warto też sprawdzić, ile czasu zaoszczędzić można na pozbyciu się wieczornych rozpraszaczy – to działa na wyobraźnię. Nie mówię, że odstawienie elektroniki wieczorem to świetne rozwiązanie dla każdego, ale mogę zapewnić, że ja czuję się z tym bardzo sympatycznie, a za pewnik uważam fakt, że nie jestem wyjątkiem. Spoko jest słyszeć swoje myśli!

To małe rzeczy, ale mają ogromny wpływ na przebieg dnia, tygodnia, na dobrą formę ciała i ducha, tą zdobywaną poza siłownią. Brzmi trochę jak z reklamy, ale w końcu czymże jest ciągłe blogowe polecanie czegoś, jak nie praktyką aspirującą do Lewego z Hłałejem Huławejem smartfonem. Kończąc już refleksję wieczorną, wyczekuję Waszych noworocznych odkryć i postanowień!

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *