W co najpierw zainwestować, bawiąc się w sport?

Sport amatorski wbrew pozorom nie jest tanią imprezą. Choć w większości poradników przeczytać można, że zaletą biegania jest to, że jest „darmowe”, wraz ze wzrostem zainteresowania tą dziedziną chcemy trochę podnosić sobie komfort. Gdyby bieganie faktycznie było darmowe, tanie i tak dalej, to przecież nie mielibyśmy wysypu producentów różnych gadżetów, mniej i bardziej potrzebnych, do uprawiania tej dyscypliny. Chcemy, żeby było modnie i wygodnie.

Opłaty startowe, dojazd na starty, karnety, odzież, a także zwykłe zachcianki – to zwykle musi wpisywać w koszta sportowy amator. Obojętnie, czy zaczął bawić się w triathlon, czy wystarcza mu same bieganie, czy zakochał się w zajęciach grupowych.

A które rzeczy są naprawdę potrzebne i mają wpływ na cokolwiek poza połechtaniem naszej sportowej próżności? Postanowiłam się nad tym zastanowić.

Buty

Sprawa kluczowa, której nie warto bagatelizować. Tutaj internet i każdy domorosły specjalista nie przesadza – obuwie sportowe to ważna rzecz. Jeśli masz możliwość w coś zainwestować na początku, niech to będą buty.

Teoretycznie można człapać po chodniku w halówkach, tak jak i można przyjść na indoora na bosaka. Skoro już jednak wychodzimy po zdrowie, to chyba nie po to, by na dzień dobry cokolwiek sobie zdeformować. Moje pierwsze biegowe buty to były New Balance za 49,99 zł. Cena raczej niezawrotna, a służyły chyba dłużej niż przepisowe 1000 km. To było pięć lat temu, obecnie wybór jest jeszcze większy, sklepy biegowe wyrastają jak grzyby po deszczu. Nie zawsze równa się to z fachową obsługą, niestety, ale jak dopytacie doświadczonych znajomych, gdzie kupowali buty, na pewno się podzielą tajemną wiedzą.

W przypadku zajęć na rowerach stacjonarnych, buty spd znacząco poprawią komfort i wydajność pracy (brzmi jak kodeksu BHP). Nie jest to jednak obuwie tak uniwersalne jak biegówki i przed zakupem warto upewnić się, że naprawdę wpadliśmy po uszy i salę IC odwiedzamy częściej niż swoją teściową.

Trudno było o tym zdecydować, ale stwierdziłam, że gdybym miała polecić coś, w co powinno się najpierw zainwestować, bawiąc się w IC, to poleciłabym

Pulsometr

Tętno konwersacyjne? Tętno submaksymalne? Co to jest ten sub, chodzi o jutuba? Jakie mam mieć tętno, żeby schudnąć? Ile spaliłam kalorii? Ile mam jeszcze dokręcić? By odpowiedzieć na te pytania, potrzeba oddzielnego tekstu, który niedługo specjalnie dla Was popełnię. Świadome trenowanie bazuje na monitorowaniu pracy serca. To doskonały wyznacznik postępów, sukcesów, a także słabszych dni i… przetrenowania. Doświadczony biegacz czy uczestnik IC pewnie może pi razy drzwi określić swoje tętno bez zerkania na zegarek, ale umówmy się, że to nie jest metoda, a już na pewno nie dla kogoś, kto dopiero zaczyna aktywność fizyczną. Zresztą, czasem wydaje nam się, że ciśniemy maksa, a tu nędzne (wpisz wartość). Nawet poziom mokrości koszulki nie da tak jasnych sygnałów jak ilość uderzeń serca na minutę. :)

Ja bardzo sobie cenię garmina, ale oczywiście nie każdy musi chcieć robić cały miesiąc inwentaryzację w sklepie z tkaninami, by sobie na niego zarobić (tak, tak właśnie na niego pracowałam). Można na początek poszukać pulsometru firmy o mniejszym współczynniku lansu. Na początek pewnie nie potrzeba nikomu zegarka, który oferuje tysiące funkcji. By odpowiedzieć sobie na początkowe pytania, wystarczy taki, który pozwoli ustawić zakresy pracy serca uczestnika i będzie pokazywał mu na bieżąco uderzenia. Dla mnie to trochę magia: widzę na zewnątrz, co dzieje się w środku mojego Organizmu.

Strój startowy

To jest punkt, który wielu z Was może ominąć, ale… znając życie, za dwa lata połowa moich znajomych będzie już miała triathlonowe doświadczenia i ten akapit może stać się istotny.

Przebieranie się ze stroju kąpielowego w gacie na rower w T1 przy wzrokowej asyście kibiców nie jest sprawą komfortową. Powiesz, że wygoda nie ma aż takiego znaczenia – spoko, mogę się zgodzić. Ale że czas Ci ucieknie, to już pewnie nie zaprzeczysz. Podejrzewam, że zamiast spędzenia sześciu minut w strefie zmian wolisz przebiec 1 km podczas ostatniego etapu.

Strój startowy to jedna z fajniejszych moich inwestycji w tym roku i nie żałowałam jej ani chwili. Dla kobiety jest to wygoda nie tylko fizyczna (bez obtarć), ale też psychiczna, bo wie (kobieta, nie wygoda), że nie musi się martwić, iż zaświeci gdzieś cyckiem albo pośladkiem i na tym się skończy jej udział w zawodach. Co widać na trasach tri, panowie też sobie cenią jednoczęściowe wdzianka. 

No i, jakby to powiedzieć… Podstawową zaletą stroju startowego okazało się to, że… szkoda go ubrać tylko raz.

A w co według Was powinien zainwestować sportowiec-amator?  

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Komentarze (2)

  1. Zdecydowanie dobry dietetyk :P Alternatywnie- koleżanka dietetyk, która zawsze szepnie do ucha jakąś ciekawostką :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *