fbpx

W tym roku pociągają mnie: pustka, bezczynność i ograniczenia

Asfaltowa droga pośród śniegu

 

Tradycyjne postanowienia noworoczne mam już za sobą. Nie muszę rzucać palenia, a jak wygląda zamiar uczenia się języka obcego przerobiłam mnóstwo razy. Koniec ze słodyczami? Owszem, ale nie z dbałości o linię – to nigdy nie działało.

Nie oznacza to, że styczeń nie działa na mnie mobilizująco i nie czuję wcale nowego początku. Mam na tyle komfortową sytuację, że mogę zajmować głowę takimi pierdołami, zamiast martwić się o cokolwiek poważnego, więc korzystam.

Właśnie. Zajmować głowę

Mam taką propozycję dla Ciebie i dla siebie, żebyśmy w tym roku przestali przestrzeń umysłową zajmować czymś, co nie jest tego warte, zyskując tym samym miejsce na cokolwiek, o czym chcielibyśmy myśleć więcej. Niestety, dialog wewnętrzny, historie z przeszłości i lęki dotyczące przyszłości wcale nie tak łatwo powstrzymać, więc musimy działać świadomie i bez ceregieli ucinać myśli, które sieją w głowie spustoszenie. Spięcie w pracy ma trwać w pamięci dzień, a nie tydzień, przykry tekst niech zostanie przerobiony i –  jeśli do niczego nie mobilizuje – schowany między bajki.

Ciągle mówimy, że nie mamy czasu albo głowy do czegoś. Jeśliby zastanowić się, na co ten czas i zasoby w mózgu trwonimy, trudna refleksja przyjdzie zaskakująco szybko. Trzeba zrobić inwentaryzację w głowie, ściągnąć zakurzone graty z półek i najlepiej wyrzucić wszystko, co niepotrzebne. Kto by pomyślał, że pustka może być pociągająca…

Uwaga to skarb

Zasoby w głowie nie są nieograniczone, choć często tak myślimy, chłonąc jak gąbka co popadnie. Każdy chce naszej uwagi, więc ta uwaga to skarb – większy niż zawartość naszych kieszeni, bo to dopiero ta uwaga zmienia się w pieniądze, które na obiekt zainteresowania wydamy. Ja swą uwagą szastałam jak popadnie, nie dostając nic w zamian. Choć oczywiście myślałam, że dzięki temu… chociażby jestem na bieżąco. Moją głowę zajmowało tyle spraw, że nie słyszałam siebie.

To nie jest wydarzenie, to proces. To nie jest pojedynczy ruch, a suma decyzji. Pomogło mi po ograniczenie tych treści z internetu,  które nie mają na mnie dobrego/żadnego wpływu, mijanie luster bez gapienia się w nie i pozwolenie sobie na bycie bezczynnym.  Choć wyda Ci się to śmieszne, dla mnie było odkryciem. Kontynuowanie tego podejścia w tym roku napawa mnie optymizmem.

Chyba pierwszy raz nie chcę „więcej” od nowego roku. Więcej robić, więcej zarabiać, więcej umieć. Więcej godzin, więcej słówek, wpisów, kilometrów, godzin, sukcesów. Pewnie mogę, ale nie chcę, bo wbrew pozorom to ograniczenia, a nie rozwój, są dla mnie bardziej wymagające.

I może to jest minimalizm, a nie ubieranie szarej bluzki do czarnych spodni.

Co u Ciebie na początku roku? Z jaką myślą w niego wchodzisz? Czekam na pogaduchy poniżej. :)
Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Komentarze (7)

  1. Pustka może być pociągająca… Właśnie to sprawdzam od jakiegoś czasu:) Zrobienie porządku w szafach, głowie, piwnicy, wszędzie gdzie się tylko da, jest czymś cudownym. Ta pustka staje się miejscem na nowe. Jednak bez pośpiechu. Cenię swoją nową przestrzeń. Najtrudniejsze jest porządkowanie głowy. Ale powoli… i to jest chyba moje największe postanowienie na Nowy Rok. Usłyszałam ostatnio , że trzeba mieć teflonowy umysł ( taki, do którego nic się nie przykleja) :) Powodzenia we wszystkim!

  2. Teflonowy umysł… To na pewno głęboka myśl, szkoda, że kiedy słyszę „teflon”, myślę zawsze o dowcipie z rysowaniem widelcem po teflonie.

    Trzymam kciuki za porządki i urządzanie nowej przestrzeni <3

  3. Po przeczytaniu tekstu poczułam… ulgę. Mam taki właśnie czas zwolnienia – niby nic więcej nie muszę. Nie silę muskułów i okazuje się, że świat się nie wali. A jednak gdzieś z tyłu głowy był wyrzut sumienia – rozleniwiłaś się! Tak myślałam o sobie. Przecież powinnam robić więcej, rozwijać się, zdobywać nowe lądy, horyzonty… Ale po co? Z linii biegu można (przynajmniej na chwilę) zejść na parkową ścieżkę i usłyszeć, że śpiewają ptaki :)

  4. Już jakiś czas temu przestałam biec z tłumem, wolę pobiegać z wilkami ;) A tak całkiem serio, to już od jakiegoś czasu staram się, wprowadzać w swoje życie idee minimalizmu. Szybko się okazało, że mniej daje więcej. W końcu usłyszałam siebie. Oczywiście, że od czasu do czasu znajdzie się ktoś, kto od nowa zaczyna wzbudzać nasze wyrzuty sumienia, że pracuje więcej, sprząta więcej itd. Jednak później człowiek siada sobie w fotelu ( o rety mam na to czas!) i zaczyna zastanawiać, tak w sumie to czy naprawdę powinnam się czuć gorzej tylko dlatego, że ktoś wypruwa sobie żyły, pewnie przy okazji rujnuje też swoje zdrowie tylko po to, żeby pochwalić się kolejnym telewizorem, błyszczącym autem z salonu albo wycieczką na Kajmany. A niech mu się wiedzie. Ja w tym czasie usiądę, poczytam, spędzę czas z moim prawie mężem, może coś ugotuje, postoje pół godziny na balkonie obserwując chmury, oczyszcze myśli i pójdę spać szczęśliwa z tego co mam, z czystą głową. Przecież mam na to czas, a wakacje w Bieszczadach albo w Beskidach też są super :)

    1. I masz czas zostawić długi komentarz – szanuję i doceniam.

      Przypomniałaś mi o tej myśli: „Kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy, za pieniądze, których nie mamy, żeby zaimponować ludziom, których nie lubimy” – tak to szło?

      1. Dokładnie tak. Piękna puenta.

        P.s.
        Tak jeszcze sobie pomyślałam odnośnie noworocznych postanowień. Otóż moje postanowienie, a w zasadzie cel na ten rok to: nie zepsuć tego co mam, doceniać jeszcze więcej, uśmiechać się jeszcze częściej, kochać jeszcze bardziej. Pozdrawiam i życzę pomyślności w nowym roku :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *