Z pamiętnika instruktora #1

 

Większość tekstów na temat Indoor Cyclingu, która się tutaj znajduje, jest inspirowana tym, co dzieje się na zajęciach. Wiadomo – życie jest nobelon i pisze najlepsze scenariusze. Tak już jest, że wiele rzeczy podaję w formie nieco prześmiewczej, ale to nie znaczy, że w tej cyclingowej otoczce nie ma sytuacji, które rozwalają mnie na wesoło.

Na tyle, że chciałabym się tym podzielić, bo tak jak napisałam wczoraj na fesjbuku, szkoda mi zatrzymywać to wszystko dla siebie. Stąd nowy minicykl na blogu: „Z pamiętnika instruktora”. Widząc zajawkę do takiej noty, musicie (i ja muszę) pamiętać, że…

1.To często żarty sytuacyjne, więc… tylko dla mnie śmieszne.

2. To nie będą obszerne noty.

Zapraszam na rozgrzewkową część pierwszą.


^^^

Dwóch śmiałków, po których widać, że chodzą na siłownię, spoconych po mało stabilnej jeździe przystępuje do cool down. Ostrzegam jak zwykle, że po pierwszych zajęciach mogą boleć poślady. Od siodełka.

– Już bolą – dociera do mnie głos jednego.

–  To dobrze – odpowiadam.

– Jak boli tyłek? Oj, raczej nie… ­

Panowie spoglądają na siebie porozumiewawczo i rechoczą. A to wesołki, takie nieczyste myśli.


^^^

Niepozorny, acz widać, że wysportowany klient wzrostu 2m +/-­ 10 cm, po raz trzeci zjawia się w sali IC.

– Widzieliśmy się już, no nie? – ­ upewniam się.

– Tak – odpowiada dość cicho

– I jak się podoba?

Dłuższa chwila ciszy

– Generalnie zajebiście! ­- słyszę tubalny głos, kontrast z poprzednią odpowiedzią mnie rozśmiesza i już mi nie przeszkadza nawet, że zginął jednorożec. Po zajęciach, wskazując na swoją mokrą koszulkę, mówi:

– Ale mnie zgnoiłaś!

– Nie, to ty to zrobiłeś. Ja tylko proponuję – uśmiecham się.

Takie rzeczy robić z ludźmi…


^^^

Katarzyna od końca sierpnia ma kontuzję. Więzadła naderwane lub zerwane, nie wiadomo jeszcze. Wizja jazdy z obciążeniem przyprawia o zawał serca Paulinę, fizjoterapuetę z powołania. Katarzyna nie chodzi już o kulach, ale o pełnej jeździe na tomahawku miała zapomnieć. Hardkorowy z niej dokręcacz (a jakim być, mając instruktora w rodzinie?), więc kontuzja boli podwójnie.

Wczoraj jadę… Patrzę… I oczom nie wierzę – na Seated Climb koło na jej tomahawku się zaczerwieniło.

I małe rzeczy stają się wielkie. I wielkie problemy stają się małe.

Morał z tej bajeczki jest prawie wzorcowy:   dokręcaj mocno w prawo, korzystaj, żeś zdrowy.

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *