Z pamiętnika instruktora #5

 

Instruktor dzieli swoich znajomych na dwie grupy.

Grupę pierwszą reprezentują osoby, które dawno temu pojawiły na zajęciach i uważają swojego znajomego instruktora za najlepszego na świecie.

Grupę drugą stanowią persony, które twierdzą, że nie dadzą rady, ale w sumie to wpadną kiedyś, i że w ogóle jak ty tak możesz.

Zanim nastąpi płynne przejście z grupy drugiej do pierwszej, mija w feedzie tysiąc podjaranych statusów, które instruktor pod wpływem endorfin zostawił dla potomnych, a także sto zapewnień niedoszłych gości: „Przyjdę do ciebie na zajęcia!”

W zeszłym tygodniu dwóch radosnych typków z można powiedzieć ścisłegogronaznajomych zawędrowało na salę, by zapoznać się z tomahawkami i mogą potwierdzić pozostałym przedstawicielom grupy drugiej, że przeżyli. Później na IC dotarł kolejny śmiałek. Co ważne dla dalszego odbioru noty: to miłośnik jazdy na ostrym kole (już raz się na blogu pojawił).

– I co, jak wrażenia?
– Dobre… Brakowało mi wiatru wiejącego w mordę!

[śmiech] – Klimę następnym razem lepiej nakieruję.

KzB pyta po kilku godzinach od zakończenia jazdy:

– Jak tam zajecia IC?
– Niezły wpierdol.
– No, też mokry byłem.
– Nóżki takie miękkie były.

A przyjdzie ci taka lala, ledwo dokręca w prawo i powie, że się nie zmęczyła.

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *