Znam Spartanina! Michał opowiada o wyścigu

Uwaga! Nadeszła wiekopomna chwila. Na krótki moment miano pępka tego bloga nadaję komuś innemu niż ja.

Świat jest pełen czubków. Są tacy, którzy rozwalają na łopatki swoim stylem wypowiadania się. Jeszcze inni poświęcają całą swoją energię na zajawki. Do pozytywnych czubków zaliczam też osoby, którym niestraszne jest robienie czegoś, co na pierwszy rzut oka wygląda nie na ich siły. Po prostu podciągają rękawy i cisną, a dopiero potem myślą – z reguły jest już za późno, by spękać i zrobić krok do tyłu.

Dziś o takiej osobie. Maraton? Niee. Triathlon? Nieee. Bezsensu. Trzeba zrobić coś jeszcze bardziej hardkorowego. Na przykład zaliczyć tegoroczny Spartan Sprint (pierwszy w Polsce) w Jaworznie Krynicznej. Czołgać się pod drutem kolczastym, jak biegać to tylko pod górkę, jak spadać z liny, to do rowu na pięć metrów. Cześć, Michał. I po co Ci to?

„Moją motywacją było ukazanie, że nawet 95-cio kilogramowy klocek, ćwiczący głównie siłowo, może pokonać taki bieg. Pokonanie własnych słabości i sprawdzenie swojej psychiki.

Jeśli intensywnie ćwiczysz, stawiasz swoje ciało na granicy wytrzymałości, lubisz doprowadzić swój organizm do momentu, kiedy od treningu jest Ci słabo i masz z tego satysfakcję – Spartan Race jest właśnie dla Ciebie”.

Chód Michała może nie należy teraz do płynnych i mógłby konkurować śmiało z ludźmi z filmików „day after marathon”, ale to nie jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, co po takim wyścigu masz w głowie.


NIE MA DLA CIEBIE RZECZY NIEMOŻLIWYCH


Czego musi się spodziewać ktoś, kto chce wystartować w takim wyścigu? W tym roku było to około 7,5 km biegu i ponad piętnaście przeszkód. Michał nie liczył, co mnie nie dziwi wcale, biorąc pod uwagę zróżnicowanie niespodzianek na trasie. Gdybym stanęła na starcie biegu, który zaczyna się od dwukilometrowego podbiegu, raczej nie przekroczyłabym linii startu. Na szczęście są ludzie, którzy udowodnili, że można to zrobić. Podbiec, przebiec, pokonać.


SIEBIE PRZEDE WSZYSTKIM


Nawet taki hardkor jak Michał myśli, że nie da rady. Co chwilę. Na każdym metrze, na którym cokolwiek dociera do głowy. A na tych metrach na przykład…:

„Wszędzie wszechobecne, śmierdzące błoto. Wiemy jednak, że jesteśmy w jakiś 3/4 trasy i zmęczenie mija, więc biegniemy dalej z nadzieją zobaczenia mety. Wpadamy do strumienia, w którym nurt już jest naprawdę silny, woda po kolana, a ogromne ruchome kamienie wcale nie pomagają. Po chwili wybiegamy w las tylko po to, żeby wbiec do wąskiej rury ściekowej. Na szczęście jest czysta i płynie w niej tylko lodowata woda. Na końcu trzeba uważać, bo jest spad w dół ok. 1,5 m. I znów do potoku… Po 10 minutach brodzenia w wodzie trafiamy na stelaż zrobiony nad rurą – musimy wejść na niego i na czworakach przemieścić się ok 6metrów trzymając się tylko lin, które ruszają się jak chcą.  (…) Znów wejście do wody – pierwszy raz woda sięga ponad pas. Wchodzimy pod ostre podejście zrobione z błota i korzeni, krótki podbieg, przeskok przez ognisko… I widzimy dziewczyny w białych strojach z medalami. Dekoracja, banan i woda. Wtedy byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Zdjęcie mokrych butów i skarpet, zmiana koszulki na tą z napisem „SPARTAN RACE FINISHER” i siedzimy razem ze wszystkimi zawodnikami przy stolikach z zimnym piwem z sokiem. Usta same składają się w uśmiech. Niezapomniane przeżycie. Może i jest dużo opisu jednak trzeba samemu wystartować, żeby zrozumieć całą ekscytację, adrenalinę, ból i zmęczenie, które przeżyłem”.


JAK SIĘ PRZYGOTOWAĆ?


 Wiem, wiem. Wielu z Was skrycie marzy o tym, żeby się tak sponiewierać. Kto zacznie te marzenia realizować, ma duże szanse na powodzenie. Przede wszystkim warto w ogóle pomyśleć o tym, że przydałby się trening. Nawet osoba wytrenowana nie ma co kozaczyć i powinna zwrócić uwagę na swoje słabsze strony, a potem oczywiście sprawić, by nie przeszkadzały w pokonywaniu kolejnych przeszkód. Michał, więc powiedz: Jak wyglądał Twój trening?

„W przygotowaniach do biegu wiele osób popełniło ten sam błąd co ja. Skupiłem się bardzo na treningu wytrzymałościowym jeśli chodzi o siłę mięśniową, a mniej na kondycji. Liczyliśmy, że przecież podbiegi będą miały ok. 300 metrów więc nie będzie źle. Nikt jednak nie spodziewał się, że będziemy wbiegać na szczyt kolejki linowej… Trening zaczynałem typową „siłówką” na podtrzymanie masy mięśniowej. Potem 40 minut interwału, chwilę rozciągania nóg i bierzemy sztangę. Zarzuty na klatkę piersiową, zarzuty od razu do wycisku, zarzuty na klatkę z głębokim przysiadem. Do tego martwe ciągi w szybkim tempie, naskoki na step z hantlami. Ok. 30 minut wytrzymałościówki. Potem porządne rozciąganie i ok. 2,5 -3 godziny treningu skończone. Tak 4 razy w tygodniu. Jednak teraz wiem, że najlepiej było robić 3 razy w tygodniu trening obwodowy na siłowni a 4-5 razy w tygodniu biegi w terenie. Za rok też będzie Spartan więc już wiem jak działać”.

 O matko. On naprawdę tam jedzie za rok.

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Komentarze (5)

  1. „Jeśli intensywnie ćwiczysz, stawiasz swoje ciało na granicy wytrzymałości, lubisz doprowadzić swój organizm do momentu, kiedy od treningu jest Ci słabo i masz z tego satysfakcję – Spartan Race jest właśnie dla Ciebie”….. ykhm….

    1. różni ludzie- różne hobby :D
      niestety jak ktoś trenuje za długo to już dziwne rzeczy mu sprawiają przyjemność :D

    2. Nawet gips nie utrudni Ci przygotowań:P Ehhh…a człowiek myślał, że wspina się na wyżyny swoich możliwości robiąc 2 godziny indoora pod rząd :|

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *