fbpx

Poruszałbym się, ale tak szybko się zniechęcam…

aktywność fizyczna

 

Kluby fitness cieszą się kilkoma okresami, kiedy to klienci spływają do nich jak lajki do zdjęć ślubnych na Fejsie.

Pewnie się już domyślasz: to czas początku roku i towarzyszących mu postanowień, a także kwiecień i maj, które wydają się hałasować ostatnim dzwonkiem o nazwie Projekt Plaża. Dziś jednak nie o tym, czy takie zrywy mają dla Twojego ciała sens. Chcesz wiedzieć, dlaczego kluby pustoszeją tak szybko jak blacha po wilgotnym brownie?

Jeśli chociaż raz zrezygnowałeś z aktywności fizycznej nim na dobre się rozkręciłeś, może znajdziesz tu coś znajomego… I wcale nie będę wypominać Ci słomianego zapału.

Liczą się tylko tylko cyfry

No dobra, przecież sto kilometrów na rowerze jest fajne, a jak na wadze ubywa choćby 1 kg, to też cieszysz się z rezultatów. Żaden problem. Pomówmy jednak o skrajnościach. Bo o ile kroków jesteś od obsesji?

Może motywują Cię internetowe wyzwania i dążenie do określonego ubytku centymetrów – spoko. Jeśli zagwarantujesz mi, że nie zajesz lodami porażki, którą zanotujesz 30 czerwca, bo 1 lipca miało być 1,5 kilograma mniej. Przy liczbach łatwo wybudować w sobie przekonanie, że ciągle nie jest wystarczająco.

Doskonale rozumiem chęć patrzenia na swoje postępy. Cyfry bardzo wiele oddają, nie demonizuję ich.  Ale wiem też, jak łatwo postawić sobie poprzeczkę zajebiście wysoko. I po dziesięciu kilometrach biegu czuć niesmak, bo Organizm nie ogarnął założonej prędkości. A można było zwyczajnie cieszyć się, że ruszyło się tyłek z domu, choć kusiły seriale.

Powiesz, że przecież sportowcy porównują swoje wyniki, dążą do życiówek, chcą pobijać rekordy i trzymają się określonych wartości na wadze. Tak – odpowiem – sportowcy. O tym napiszę osobny tekst, bo dzisiaj rozmawiamy o zwyczajnej, prostej aktywności fizycznej, a nie sportowych treningach.

Ostatni raz logowałam się na Endomondo po triathlonie w 2016.Aplikacja przestała mi pasować do filozofii, która na stałe wprowadziła się do mojego życia, a smartfon do aktywności fizycznej, bo nawet dorosłam biegać bez muzyki.  Chyba doceniłam inne walory ruchu. Pewnie niedługo wrócę do pomiarów, ale tylko porównawczo.

A skoro już o porównywaniu mowa…

Bo ona już schudła 5 kg, a ja nic

Nie lubię już rozwojowego bełkotu, którego wciąż pełno w Internecie, ale tutaj mam ochotę użyć jednej z takich „złotych” myśli: Porównuj się co najwyżej do siebie z wczoraj.

To, że mój Organizm wolał schudnąć jeżdżąc do pracy na rowerze i jedząc sporo węglowodanów nie oznacza, że Twój nie będzie wolał białka i interwałów. Koleżanka twierdzi, że po miesiącu na indoorze schudła 3 kg, a Ty chodzisz częściej niż ona i zaledwie 2 kg poszło w dół? No trudno, jesteście dwoma osobnymi bytami – nawet, jeśli sikać chodzicie razem.

Pięknie, że chodzisz od dwóch tygodni na siłownię, ale to jeszcze nie robi z Ciebie Franka Medrano. I czy trzeba być z tego powodu zawiedzionym?

Największej biedy napytasz sobie, analizując jędrność pośladków ulubionej trenerki przy użyciu najlepszej aplikacji porównawczej: Instagrama. Patrząc na jej wypięty tyłek nie myślisz o tym, że jesteście na innym etapie życia, no nie? Ty chodzisz na najprostsze zajęcia, a ona od gimnazjum trenuje gimnastykę – no faktycznie, macie identyczną sytuację… Oglądaj tego więcej, a szybko się zniechęcisz, bo u siebie nie widzisz efektów.

Ale, by zobaczyć efekty u siebie, trzeba mieć kontakt ze sobą i wylogować się czasem z kilku miejsc.

Sama czasem potrzebuję zapewnienia: Mam tak samo, jak Ty (niekoniecznie głosem Niemena). Pamiętam jednak, że każdy z nas ma swoją drogę, tę sportową również. Czy nie lepiej skupić się na swoich niebieskich kreskach na Endomondo i cieszyć z regularności, niż analizować, jak długa będzie droga do cudzych walorów?

Ilu obcym pokazujesz, gdzie biegasz?

 

Metoda… dużych kroków

Duży krok w aktywności fizycznej może skończyć się najwyżej podartymi w kroku spodenkami. Wybierasz zaawansowane zajęcia, nie mając pojęcia, czego się spodziewać. Bierzesz na siebie za duże ciężary, uznajesz 5 km za dystans dla słabeuszy i biegniesz od razu po 10.

Bo skoro zewsząd słyszysz, że możesz wszystko… To po co dawać sobie prawo do małych pierwszych kroków? Przypomnij sobie jednak, że większość z nas uczyła się chodzić, zaliczając upadki między tymi swoimi kraczatymi krokami. I nikt nie kazał nam zaraz biec na 10 kilometrów.

Jeżeli wstałeś z kanapy, albo wróciłeś na zajęcia po długim czasie, Twój organizm ma w dupie, że masz zamiar go dojechać. Jemu naprawdę było wygodnie wśród tych puchatych poduszek i z Netflixem na kolanach. Wolał, jak tyłek przyklejał się w upale do skórzanej sofy niż krople potu na czole i treningowej macie.

Lepiej dogadać się z Organizmem na trzy razy pół godziny w ciągu tygodnia niż godzinę dziennie i to na petardzie. Jak macie dobre układy, to subtelnie da Ci znać o tym, że przekozaczyłeś, ale może też zwyczajnie wykluczyć Cię z aktywności na kilka miesięcy. A po Ci to?

aktywność fizyczna

Chcesz więcej tekstów o ulepszaniu swojego życia? Zajrzyj do kategorii: MENTAL

Co lubię w życiu robić?

Przeceniamy wartość efektownych zrywów, nie doceniamy zalet codziennych spacerów po 5 km. Wiem to od wiosny, podczas której kilku kilogramów intensywnie glutenowej zimy pozbawiło mnie samo dojeżdżanie rowerem do pracy. Robienie formy – dla zwykłego zjadacza chleba – to naprawdę nie jest takie rocket science jakim chcielibyśmy to widzieć. Ale my wolimy działania efektywne niż efektowne, czyż nie?

Najfajniejszym aspektem ruszania się jest dobre samopoczucie, które dzięki temu dostajesz. Tak, pocenie się może sprawiać przyjemność! Dlatego zamiast brać sobie na głowę kolejną presję w postaci nielubianych zajęć, wybierz z przepełnionych grafików klubów coś dla siebie. Albo olej kluby i chodź z kijkami, jeśli to akurat daje Ci radochę. Byle małymi krokami.

Niech kluby fitness i spacerowicze w parku widzą Cię częściej niż tylko w styczniu i tuż przed Projektem Plaża.

Teksty o podobnej tematyce:

Podaj dalejShare on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Komentarze (2)

  1. Tak myślę, że wiele osób i tak musi przejść przez to zajeżdżanie, sprawdzanie cyferek, żeby dojrzeć do mądrego treningu. Wiadomo- na własnej głupocie najlepiej się uczymy.

    Świetne porównania (te stylistyczne!) w tekście!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *