Dzień Kota. Szisza

  Nie zakładałam, że będę Cię kochać. Największa miłość do zwierzęcia odeszła rok wcześniej wraz z osiwiałymi faflami. Żartowałam, że to już ten wiek: czas na bycie tak zwaną starą panną i do kompletu brakowało kota. Domniemane staropanieństwo skończyło się kilkanaście godzin po tym, kiedy przywiozłam Ciebie, drącą się w niebogłosy, ze schroniskowego boksa do…

W tym roku pociągają mnie: pustka, bezczynność i ograniczenia

  Tradycyjne postanowienia noworoczne mam już za sobą. Nie muszę rzucać palenia, a jak wygląda zamiar uczenia się języka obcego przerobiłam mnóstwo razy. Koniec ze słodyczami? Owszem, ale nie z dbałości o linię – to nigdy nie działało. Nie oznacza to, że styczeń nie działa na mnie mobilizująco i nie czuję wcale nowego początku. Mam…

Dwa tysiące osiemnasty. Duma i nadzieja, ale i sporo wstydu

  Grudzień to miesiąc magiczny. W moim prywatnym zestawieniu w większości spraw przegrywa z wrześniem, ale – co nie zaskakuje – niesie za sobą więcej refleksji niż jego jesienny brat. Choćbym broniła się rękoma i nogami, kolejny koniec i kolejne odsłony ostatni ściszają i łamią mi głos. W 2018 łamał mi się obraz siebie. Chciałoby…

Muzyka, która wyrównuje puls przed świętami

  Pędzimy na łeb, na szyję ponad trzysta dni w roku i dni świąteczne nie są wyjątkiem. Wyścig po wpół żywego karpia, prezenty kupowane oczywiście za późno, z nerwów stłuczka na parkingu pod galerią handlową. Sielanka, pogoń za obietnicą spokoju. Dwa dni obżarstwa, zmarnowane jedzenie, sylwester z piciem do odciny. Na szczęście to nie musi…

Gdzie doprowadza whiskey i ciecierzyca. Blog się rozrasta

  Mam wyjątkową umiejętność kodowania różnych rzeczy w głowie. Nie wynika to z tego, że jestem żoną dobrze rokującego programisty, bynajmniej. Życzenia – kody zostają wymyślone, oddalone wgłąb głowy, pracują pod nieobecność mojej świadomości i zwracają rezultat.  Rzecz działa od lat, polecam. A wygląda to tak.   Historia pierwsza – uważaj, co mówisz   To…

Te piosenki zadbają o twój dobry humor

  Czas festiwalowy w pełni! Aż nie mogę uwierzyć, że za niewiele ponad tydzień będę sunąć autem naprzeciw zachodzącemu słońcu, z ulubioną muzyką w głośnikach, z pewnie niecodziennym nakryciem głowy i tą głową absolutnie wolną… Znowu do Kostrzyna nad Odrą. W tym radosnym oczekiwaniu pragnę słać dobro i podzielić się z zaglądającymi tutaj duszami piosenkami,…

Przyszło nowe. Nie poddałam się!

  Mimo godziny dwudziestej pierwszej na dworze było co najmniej dwadzieścia siedem stopni Celsjusza i polska natura kazała mi narzekać na niedający się znieść upał. Nie uległam jednak wewnętrznemu marudzie; zbyt dobrze pamiętam, jak długo w tym roku przyszło nam czekać na słońce, wraz z którym wróciły chęci do robienia… wszystkiego. A już w ogóle…

Czytnik Kindle. Nie wącham książek, nie gapię się w smartfon

O czytniku Kindle, który zmienił moją codzienność, miałam napisać tutaj już pod koniec ubiegłego roku. Dlaczego tak się nie stało, wiedzą tylko chochliki z mojej głowy – prawdopodobnie uznałam, że bezsensu o tym pisać na blogu, który zaczął się od rowerów stacjonarnych. Na szczęście mamy już kwiecień roku następnego i każde „bezsensu” obracam w palcach…

Kończy się luty, a tu nadal się chce

  Kiedy jest najlepszy czas, by podsumowywać postanowienia noworoczne? Jeśli udane, to prawdopodobnie w grudniu…? A czy można już po dwóch pierwszych miesiącach roku uznać, że wytrwamy do ostatnich tygodni roku? Trochę śmiałe założenie, ale mam straszne na nie chęć! Właśnie tak chcę zakończyć luty – odważnym stwierdzeniem, że zmiany zostały wprowadzone, jest dobrze, a…

Zamieniam komputer na przyrodę

    Piąta dwadzieścia. Czuję, jakbym trochę się wymykała światu. Nie tylko wyjeżdżała z miasta i z kraju, ale pod osłoną dnia, budzącego się do życia, oddalała się od wszystkiego trochę na nielegalu. Nigdy nie uważałam ucieczki za przepis na cokolwiek. Również tym razem, mimo że swoje zniknięcie na chwilę obudowuję otoczką życiowej dezercji, wiem,…